Jak informuje onet.pl - takie wezwanie do wyjaśnień w czwartek 18 października br. otrzymał sędzia Waldemar Żurek, który z "suwerenem" spotkał się w Lublinie. Sędzia Tuleya, który o prawie opowiadał w Gdańsku, ma przed sobą perspektywę szóstego już postępowania dyscyplinarnego. Co ciekawe, na celowniku rzecznika znaleźli się nie tylko prelegenci, ale także ci, którzy na scenie im towarzyszyli.

Sędzia Tuleya poinformował onet.pl, że tym razem rzecznik chce od niego pisemnych wyjaśnień dotyczących spotkań z obywatelami w Lublinie i Gdańsku.- Razem tych postępowań byłoby już sześć - mówi nam sędzia.

Czytaj także: Po co rzecznik dyscyplinarny wzywała sędziów

W czwartek okazało się, że rzecznik żąda wyjaśnień także od sędziego Waldemara Żurka, który o trójpodziale władzy i roli sądów opowiadał w Lublinie.

Zastrzeżenia rzecznika dyscypliny każdorazowo dotyczą tego samego: na sali, gdzie zebrało się kilkaset osób mogli znaleźć się jacyś politycy.

- Jak ja mam w tłumie sprawdzić kto jest politykiem, a kto nim nie jest? - pyta sędzia Brazewicz.

Sprawdzane przez rzecznika dyscypliny są w ostatnim czasie działania zarówno sędziów, którzy zadali pytania prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości (Igor Tuleya i Ewa Maciejewska), jak też tych, którzy sprzeciwiają się reformie sądownictwa (prezes "Iustitii" Krystian Markiewicz czy rzecznik Stowarzyszenia Bartłomiej Przymusiński).

Pod lupą rzecznika znaleźli się również tacy, którzy "narazili się" tworzeniem satyrycznych rysunków, często wykpiwających "dobrą zmianę" (Arkadiusz Krupa). Na celowniku rzecznika znalazł się również m.in. prokurator w stanie spoczynku, który wziął udział w Tygodniu Konstytucyjnym organizowanym przez Stowarzyszenie im. Prof. Zbigniewa Hołdy. Po tym wezwaniu gros adwokatów, którzy także w ramach tej inicjatywy nauczali o konstytucji, dobrowolnie zgłosiło się do rzecznika dyscypliny z "autodenuncjacją".

Nowością w działaniu rzecznika dyscypliny jest objęcie swoim zainteresowaniem nie tylko sędziów "niepokornych", ale także tych, którzy im towarzyszyli. Wczoraj Onet ujawnił, że sędzia Włodzimierz Brazewicz, który zapowiadał w Gdańsku wystąpienie sędziego Tulei - 6 listopada ma stawić się przed obliczem rzecznika, by wyjaśnić, dlaczego brał udział w spotkaniu potencjalnie politycznym.

W piśmie skierowanym do sędziego Brazewicza czytamy, że rzecznik dyscyplinarny prowadzi "czynności wyjaśniające w związku z pochodzącą z mediów informacją, dotyczącą udziału 28 września 2018 w Europejskim Centrum Solidarności sędziów w spotkaniu o charakterze politycznym, w tym polityków biorących udział w wyborach samorządowych".

Jacy politycy brali udział w spotkaniu? - Nie mam pojęcia - mówił dziennikarzowi Onetu Piotrowi Olejarczykowi sędzia. - Ja nawet nie mieszkam w Gdańsku i praktycznie nie kojarzę żadnych tutejszych polityków. Jeżeli uczestniczę w wydarzeniu, w którym jest kilkaset osób, to jak mam sprawdzić, kto jest politykiem, a kto nim nie jest? - zastanawia się sędzia Brazewicz, który przypomina sobie, że sam uchylił jedno z pytań z sali, które dotyczyło zmian w edukacji. Sędzia uznał, że pytanie ma charakter polityczny i że sędziowie nie są kompetentni, by wypowiadać się w tym temacie.

Tuleya na celowniku

Sam sędzia Tuleya w środę poinformował nas, że on także ma wyjaśnić swoje gdańskie spotkanie z "suwerenem" i że w związku z nim może mu grozić kolejne postępowanie dyscyplinarne. - Razem byłoby ich już sześć - mówił Onetowi sędzia.

- Rzecznik dyscyplinarny żąda ode mnie, bym w ciągu 14 dni udzielił pisemnych wyjaśnień odnośnie moich spotkań w Gdańsku i Lublinie. Cóż, muszę przyznać, że rzecznik chyba uczy się procedury, bo ja mam odpowiedzieć na piśmie, zaś sędziowie z Gdańska są wzywani na świadków - podkreślał sędzia Tuleya. - Ja jestem zachwycony całą tą sytuacją - ironizował. - Zaraz napiszę do Krakowa, gdzie mam spotkanie w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że oni się nie przestraszą i go nie odwołają - kwitował sędzia.

Przypomnijmy, rzecznik dyscyplinarny "ściga" sędziego Tyleyę za m.in. rzekomo "niewłaściwe" uzasadnienie wyroku dotyczącego "posiedzenia Sejmu" w Sali Kolumnowej w grudniu 2016 roku, za wystąpienia w mediach, za udział w festiwalu Jurka Owsiaka, za zadanie pytań prejudycjalnych, i wreszcie, za spotkania z obywatelami i opowiadanie o istocie prawa.

Żurek też wezwany

W czwartek wezwanie do złożenia wyjaśnień przed rzecznikiem dyscypliny otrzymał sędzia Waldemar Żurek. Powody? Analogiczne do tych, z powodu których rzecznik żąda wyjaśnień od sędziego Tuleyi. Obaj równocześnie opowiadali "suwerenowi" o prawie i zasadzie trójpodziału władzy na spotkaniu w Lublinie. A że na sali obecnych było kilkaset osób, rzecznik dyscypliny miał prawo powziąć podejrzenia, że w tym gronie mogli znaleźć się jacyś politycy. Konkluzja jest prosta - w piśmie do sędziego Żurka rzecznik podkreśla, że złożenie przez niego wyjaśnień (na piśmie - red.) jest konieczne.

Rzecznik "w szczególności" chce się dowiedzieć, kto był organizatorem spotkania, w jakim charakterze sędzia Żurek wziął w nim udział, oraz - czy w spotkaniu brali udział politycy, zwłaszcza ci biorący udział w wyborach samorządowych.

Sędzia rzecznikowi już odpisał, choć na złożenie wyjaśnień miał 14 dni.

"Spotkanie organizowały organizacje pozarządowe, występowałem jako prawnik zajmujący się zagadnieniami trójpodziału władzy i reformy sądownictwa. Nie otrzymałem z tego tytułu wynagrodzenia" - pisze sędzia.

Jak podkreśla, spotkanie zorganizowano w czasie wolnym od pracy. A co do udziału w nim polityków, tu sędzia Żurek stwierdza wprost, że "nie zna polityków z Lublina biorących udział w wyborach samorządowych".

Prezes "Iustitii": to jest jakaś parodia

O bezprecedensową aktywność rzecznika dyscypliny zapytaliśmy prezesa Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia", prof. Krystiana Markiewicza. Ten odpowiedział wprost: "to jakaś parodia". - Sędzia Arkadiusz Krupa, też sprawdzany przez pana rzecznika, w krzywym zwierciadle przedstawia rzeczywistość, także tę dotyczącą "dobrej zmiany" - mówi.

- A tu mamy działania rzeczników dyscypliny, którzy robią parodię z postępowania dyscyplinarnego. Zamiast zająć się tymi, którzy mobbingują sędziów i występują przeciw niezawisłości, oni koncentrują się na osobach, które o tę sędziowską wolność walczą - podkreśla prof. Markiewicz. - I zamiast stać na straży wolności słowa sędziów, oni dążą do tego by karać tych, którzy chcą spotykać się z ludźmi - mówi.

Prezes "Iustitii" podkreśla, że takie działanie pokazuje całą, w jego ocenie, hipokryzję rządzących. - Przez lata zarzucało się sędziom hermetyczność, oderwanie od problemów "zwykłych" ludzi - mówi. - PiS obiecywał, że sądy będą "otwarte dla ludzi". A teraz próbuje się karać tych, którzy właśnie do ludzi wychodzą - kwituje sędzia Markiewicz. - To jest jakieś kuriozum.