Pierwsze były te, które, gdyby nie oni, skończyłyby na śmietnikach. Na przykład szuflady wyjęte z mebli. Z nich powstała komoda.
Fotel udało się poskładać ze starych szmat. A modną lampę – z butelek po mleku.
Był początek lat 90. O tym, że pozornie zużyte przedmioty można tak ciekawie wykorzystać, na świecie myśleli nieliczni. W Holandii byli to założyciele Droog Design.
– Ludzie mówili, że to nie jest projektowanie – wspomina członkini grupy Renny Ramakers.
Ale oni się nie zrazili i robili swoje. A w 2009 r., kiedy na światowych rynkach nastał kryzys, znaleźli kolejną inspirację. Pojawiło się mnóstwo nowych przedmiotów, których nikt nie chciał.
W tym czasie w Holandii co miesiąc bankrutowało około 500 firm. Droog zaczęło interesować się tym, co dzieje się z produkowanymi przez nie rzeczami, które nie znalazły właścicieli.
– Przez kilka miesięcy na wyprzedażach upadłościowych kupowaliśmy chusteczki do nosa, kosze dla psów, kamizelki bezpieczeństwa. W sumie 5135 przedmiotów.
Gdyby nie Droog Design, czekałoby je zniszczenie. W najlepszym przypadku recykling. – A my chcieliśmy, żeby ktoś te rzeczy kupował. Postanowiliśmy wypracować nowy rodzaj ich cyrkulacji – wyjaśnia Ramakers.
Grupa zaprosiła do współpracy 14 projektantów, którzy mieli przerobić zakupione przedmioty. I wtedy się okazało, że mogą być atrakcyjne.
Proste drewniane krzesła zyskały na urodzie, bo zostały ręcznie ozdobione przez... manikiurzystki. Łyżeczki imitujące część złotej zastawy stały się naszyjnikami. A wiklinowe koszyki po dodaniu rączek i kółek – wózkami dla schorowanych psów.
Jak jednak sprawiono, że chustki do nosa zyskały funkcję nośnika informacji? To dłuższa historia.
– Artysta ze Studia Makkink & Bey przez jakiś czas jeździł po świecie i zbierał gazety z różnych krajów. Następnie wybierał najbardziej interesujące artykuły oraz przedrukowywał obrazki i fragmenty tekstu – opowiada Ramakers. – Tak powstało 30 różnych minigazetek. Są one sprzedawane w zestawie z igłą i nićmi, za pomocą których można wyszyć własny komentarz, jakąś złotą myśl.
A co można zrobić z pudełkiem zapałek w ozdobionym trzema gwiazdkami opakowaniu? Dorzucić do niego bomby z lontami, które tak naprawdę są nietypowymi świecami. A kiedy się spalą, zobaczymy, że w środku ukryte były trzy przypinki z brązu w kształcie gwiazdy.
– W tym przypadku twórca Ted Noten dopisał nowe znaczenie zwykłemu pudełku zapałek. Przekaz jest taki, że każdy może być generałem – wyjaśnia szefowa Droog.
Łatwo jest także – bez zmiany funkcji – uatrakcyjnić zwykłe naczynia. Wystarczy powlec je wodoodpornym materiałem o nazwie flok. – Okazało się, że po tej prostej przeróbce sprzedają się najlepiej ze wszystkich przetworzonych rzeczy! – zdradza Ramakers.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby elegancka filiżanka stała się bardziej praktyczna. Po dodaniu srebrnej wstawki ma dodatkową funkcję: ochrania wąsy! – Wymyślił to Anglik Harvey Adams w XIX w. A Martin Margiela ten pomysł wykorzystał – mówi Ramakers.
Wszystko to wydaje się bardzo proste. Jednak Droog mają pewne problemy. Okazało się na przykład, że skoro przerabiają przedmioty, muszą używać nowych materiałów. I cena finalnego produktu rośnie.
Inną barierą są prawa autorskie. Wykorzystywane obiekty ktoś przecież zaprojektował. – Ale temu będzie poświęcony nasz kolejny projekt – deklaruje Ramakers.
„Saved by droog" jest czwartą odsłoną realizowanego przez CSW „Laboratorium przyszłości".
Saved by droog – CSW, Zamek Ujazdowski, Warszawa, ul. Jazdów 2, tel. 22 628 12 71 18.10 – 15.01 bilety 6 – 12 zł