Polskie przysłowia potrafią nas mocno zniechęcić do opuszczania domowych pieleszy. Przecież „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Wiadomo, że trawa jest bardziej zielona u sąsiada, bo przecież nie ma to jak w domu.
Mimo wszystko staram się nie ulegać tendencji pozostawania na miejscu i bardzo sobie cenię uczestnictwo w międzynarodowych konferencjach i seminariach. Nie tylko dlatego, żeby – jak w ostatnich latach – opowiadać polską historię „reformy sądownictwa”, ale przede wszystkim po to, żeby posłuchać, jak jest gdzie indziej. Wyjazdy są też dobrą okazją do zaktualizowania swojej wiedzy czy też skonfrontowania dotychczasowych przekonań i przyzwyczajeń.