To że sędziowie spierają się w kwestiach prawnych, wydają różne wyroki, jest istotą niezależnego sądownictwa, a niezbędnej spójności orzecznictwa ma szukać Sąd Najwyższy.

Niestety spór na tle pisowskich zmian zasad wyłaniania kandydatów na sędziów, zwłaszcza SN, spowodował trwały jak widać odruch wielu sędziów ze starego nadania kwestionowania umocowania nowych. A formalną podstawę tego zapisali sobie w uchwale trzech niepełnych starych izb SN ze stycznia 2020 r., podjętej z wyłączeniem wtedy jeszcze w dużej mniejszości nowych sędziów. Mimo uznania tej uchwały przez TK za niekonstytucyjną, nadal jest używana w tym sporze (obok orzeczeń TSUE i ETPC), a jego ostatnim jaskrawym przykładem są odmowy orzekania razem z nowymi sędziami, do czego przyłączył się bodaj jeden nowy sędzia SN, składając taśmowo liczne wnioski o wyłączenie jego samego.

Czytaj więcej

Już po sędziowskim okrągłym stole. Dyskutowano o kryzysie w Sądzie Najwyższym

Doszło do tego, że po obu stronach tego sporu sięgnięto po wyjątkowe narzędzie: stwierdzenie nieistnienia orzeczenia drugiej strony.

Trudno powiedzieć, jak dalej będą toczyć się te konkretne sprawy. Jedno jest pewne: sprawa wraca do chwili sprzed wydania tego orzeczenia. To tak jak wyrwanie z grządki szkodliwego chwasta. Pytanie, co i kiedy w tym miejscu wyrośnie.

Wielu pewnie powie, że to jednak dziura w systemie sądowniczym i szerzej: prawnym. Owszem, ale nie pierwsza i nie ostatnia – odpowiem. Marnym pocieszeniem niech będzie, że wiele wyroków np. alimentacyjnych z różnych powodów nie jest wykonywanych, a w wielu segmentach życia społecznego lub gospodarczego prawo nie daje sobie rady i musimy z tym żyć. To słodko-gorzka konstatacja, nawiązująca do powiedzenia trenera reprezentacji narodowej po przegranej z Argentyną, która jednak dawała kadrze narodowej szanse na dalszą grę.

Gra o Sąd Najwyższy trwa i mimo niepowodzenia kolejnych prób łagodzenia sporu nie jest beznadziejna. Być może będzie jeszcze wiele sprzecznych orzeczeń i orzeczeń uznających je za nieistniejące, ale Sąd Najwyższy, jeśli w ogóle ma realnie istnieć, musi dopracować się elementarnej zgody, aby nie mówiono lub nie orzeczono, że jest sądem nieistniejącym.