Miesięczny Indeks Koniunktury, który PIE i BGK obliczają na podstawie ankiety wśród szerokiej grupy przedsiębiorstw, zmalał w maju do 104,9 pkt ze 108,6 pkt w kwietniu. W dość krótkiej historii MIK, sięgającej początku 2021 r., to jedna z największych zniżek. Ale wskaźnik utrzymał się wyraźnie powyżej 100 pkt, co oznacza, że więcej firm raportuje poprawę swojej sytuacji niż jej pogorszenie. Tymczasem w komentarzu do tego wyniku napisał pan, że „przed nami kwartały spowolnienia, które będą prowadzić do zmniejszania wzrostu gospodarczego, a w konsekwencji do technicznej recesji”. Skąd ten pesymizm?

Najnowszy odczyt MIK to jeden z pierwszych zwiastunów spowolnienia gospodarczego. Ostatnio wzrost aktywności ekonomicznej był bardzo szybki. Zwyżki PKB wynosiły 7–8 proc. rok do roku. Widzimy jednak kilka sygnałów ochłodzenia koniunktury. Po pierwsze, więcej przedsiębiorstw – zarówno przemysłowych, jak i usługowych – odnotowało w kwietniu spadek sprzedaży niż wzrost. Po drugie, ponownie, jak od początku 2022 r., poniżej poziomu neutralnego (100 pkt – red.) utrzymał się wskaźnik nowych zamówień składanych w firmach. Po trzecie, poniżej poziomu neutralnego jest też wskaźnik dynamiki inwestycji. Największy niepokój budzą jednak wyniki MIK w podziale na branże. Wygląda na to, że spowolnienie zacznie się w sektorze przemysłowym, gdzie oceny koniunktury maleją już trzeci miesiąc z rzędu.

W ostatnich latach polski przemysł był wyjątkowo odporny na zawirowania w globalnej gospodarce. W czasie pandemii szybkiego wzrostu produkcji nie powstrzymały braki komponentów i związana z tym słabość przemysłu u niektórych naszych partnerów handlowych. Także wojna w Ukrainie jak dotąd nie uderzyła mocno w nasz sektor przemysłowy. To się zmieni?

Inwazja Rosji na Ukrainę wzmogła te zagrożenia makroekonomiczne, z którymi mieliśmy do czynienia już wcześniej. Sektor przemysłowy boryka się z bardzo szybkim wzrostem kosztów energii. Aż 85 proc. firm ocenia, że ceny energii to dla nich bariera prowadzenia działalności gospodarczej. W żadnej innej branży ten odsetek nie jest tak wysoki. Kolejną ważną barierą rozwoju dla przemysłu – chociaż to akurat największy problem dla ogółu przedsiębiorstw – jest niepewność sytuacji gospodarczej. Trzecim hamulcem przemysłu są braki podażowe. To zjawisko, które pojawiło się w związku z pandemią, nasiliła wojna w Ukrainie oraz ostatnie antyepidemiczne restrykcje w Chinach. Przy czym skutków tych ostatnich jeszcze w pełni nie odczuliśmy, one będą się pogłębiały.

Wzrost kosztów energii przyspieszył po ataku Rosji na Ukrainę, ale rozpoczął się wcześniej. Tymczasem jeszcze pod koniec 2021 r. przedsiębiorstwa dobrze sobie z tym problemem radziły. Ogólnie środowisko wysokiej inflacji zdawało się im sprzyjać. Koszty wprawdzie rosły, ale firmy były w stanie przerzucać je na odbiorców swoich towarów i usług. W rezultacie rentowność firm w IV kwartale 2021 r. była najwyższa od co najmniej 2016 r. Teraz wzrost kosztów stał się rzeczywistym problemem?

To jest dobre pytanie. Przez dekadę przed pandemią rentowność firm była w trendzie spadkowym, bo konkurencja cenowa była silna. Ale ostatnio, w warunkach rozpędzonej gospodarki, gdy konsumpcja szybko rosła, firmy miały możliwość przerzucania wyższych kosztów na ceny końcowe i jeszcze do tego poprawiania swoich marż. Firmy mogły uzasadniać podwyżki cen rosnącymi kosztami, więc nie budziło to dużych kontrowersji. W 2021 r. w większości branż rentowność przedsiębiorstw była rekordowa, a początek 2022 r. prawdopodobnie wciąż był dla firm dobrym okresem. Część tej inflacji, którą widzieliśmy w ostatnich miesiącach, to właśnie był efekt wzrostu marż zysku. To świadczy też o pewnej zachowawczości firm w warunkach chronicznej niepewności, którą widać w naszych badaniach. Przedsiębiorstwa starają się budować poduszki finansowe w okolicznościach, które im sprzyjają. A przyzwolenie konsumentów na wzrost cen to są takie sprzyjające okoliczności.

Ciekawy w majowym MIK jest wątek zatorów płatniczych. Niemal połowa firm (49 proc.) wskazuje na zatory płatnicze jako barierę w prowadzeniu działalności biznesowej i od kilku miesięcy ten odsetek szybko rośnie. Przybywa też firm, które narzekają na koszty finansowania. To jest konsekwencja wzrostu stóp procentowych? Zwykle w tym kontekście mówi się o problemach gospodarstw domowych, rzadko zaś o tym, co zaostrzanie polityki pieniężnej oznacza dla firm.

Odpowiedzi związane z zatorami płatniczymi można uważać za pewien wskaźnik wyprzedzający koniunktury. Wzrost odsetka firm, które dostrzegają ten problem, oznacza, że obsługa wierzytelności przez ich kontrahentów się psuje. To może świadczyć o problemach płynnościowych w sektorze przedsiębiorstw. Z drugiej strony widzimy, że rosną koszty kredytowania się. To jest wprost związane z podwyżkami stóp procentowych. Wiemy, że efekty zacieśniania polityki pieniężnej pojawiają się z opóźnieniem. To zacieśnienie trwa już od października i zaczyna być odczuwalne.

Czy PIE ma już w prognozach recesję, o której wspominał pan w przywołanym na początku naszej rozmowy komentarzu?

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Trudno, żeby tego zjawiska w naszych prognozach nie było. Wszystko wskazuje na to, że pierwszy kwartał br. był dla gospodarki bardzo udany, wzrost PKB przebił 8 proc. rok do roku. Skoro w całym roku ekonomiści przeciętnie oczekują wzrostu PKB o około 3,5 proc., a nasza prognoza jest podobna, to kolejne kwartały muszą przynieść mocne spowolnienie wzrostu rok do roku. To będzie oznaczało co najmniej dwa z rzędu spadki PKB kwartał do kwartału (tak zwykle definiuje się recesję – red.). Nie wydaje mi się, żeby to była kontrowersyjna teza. Pytanie jest raczej o to, jaki dokładnie będzie przebieg tego zjawiska. My sądzimy, że spowolnienie zacznie się w przemyśle i dopiero potem rozleje się na inne sektory. Chociaż – i to jest optymistyczna informacja – póki co na dość odporny wygląda sektor budowlany i to po mimo wzrostu kosztów i trudności z dostępem do pracowników.

Dla przeciętnego Polaka recesja może być niepokojąca, o ile doprowadzi do pogorszenia sytuacji na rynku pracy: wyhamowania wzrostu zatrudnienia, a może nawet spadku, i wyhamowania wzrostu płac. Czy tak się stanie?

Historia rynku pracy w ostatnich latach to historia sukcesu, ale ona ma też ciemniejsze strony. Konsekwencją rekordowego poziomu zatrudnienia, czyli rekordowej liczby osób pracujących, i historycznie niskiej stopy bezrobocia jest to, że rynek ten jest bardzo konkurencyjny, a to wzmaga presję na wzrost płac. To zaś może mieć przełożenie na inflację. W naszych badaniach widać jednak, że ten bardzo rozgrzany rynek pracy zaczyna stygnąć. Mniej więcej taki sam jest obecnie odsetek firm, które chcą zwiększać zatrudnienie, i takich, które chcą je zmniejszać. Rynek zaczyna się równoważyć. Nie spodziewałbym się jednak, że zatrudnienie zacznie spadać, a bezrobocie rosnąć. Raczej dojdzie do stabilizacji na wysokich poziomach, o ile oczywiście nie dojdzie do jakiejś głębokiej recesji, załamania aktywności ekonomicznej. To będzie zależało też od tego, jak bardzo wzrosną stopy procentowe. Na razie wydaje się, że schładzanie gospodarki będzie łagodne, a nie szokowe.

CV

Andrzej Kubisiak jest zastępcą dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego ds. badań i analiz. Z PIE związany jest od 2018 r., początkowo jako kierownik zespołu komunikacji i ekspert ds. rynku pracy. Wcześniej pracował w Work Service (obecnie Gi Group) i banku Citi Handlowy. Jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Warszawskim i studiów MBA w Polskiej Akademii Nauk.