Sztabowcy Andrzeja Dudy powinni być wdzięczni opatrzności za to, że opinia publiczna skupiona jest na epidemii koronawirusa, która przykryła upokorzenie, jakie spotkało prezydenta. Choć jeszcze w weekend wydawało się, że Duda dokonał resetu w kampanii i wymusił odwołanie Jacka Kurskiego z TVP, to wtorek był dla niego fatalny.

„Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst o szefowej kampanii Jolancie Turczynowicz-Kieryłło. Sporo w nim plotek, ale największym kłopotem dla pani mecenas była kopia wiersza, który miała przeczytać podczas imprezy kilka lat temu, a w którym podmiot liryczny postuluje: „do pieca wsadzić Kaczora”. Prawniczka oświadczyła: „W pełni popieram program Zjednoczonej Prawicy. Nie mam żadnych wątpliwości, że dokonałam właściwego wyboru”. To aluzja do fragmentu w tekście, że jeszcze niedawno związana była z KOD.

Przeczytaj też: Kurski, rolnik dusz, który orał, jak mógł

Ale znacznie poważniejszym ciosem było to, co stało się we wtorek wokół TVP. Jacek Kurski, nim odwołano go z funkcji prezesa, złożył wniosek o zawieszenie w zarządzie telewizji Marzeny Paczuskiej. Tłumaczy w nim, że to ona jest winna niechęci prezydenta do TVP, że spiskowała przeciw Kurskiemu i donosiła na niego do Pałacu Prezydenckiego. Rada nadzorcza przychyliła się do tego wniosku, Macieja Łopińskiego, zaufanego człowieka Jarosława Kaczyńskiego, powołała na p.o. prezesa, a Kurski został doradcą zarządu nadzorującym „Wiadomości” i TVP Info.

Dlaczego to takie bolesne? Andrzej Duda nie chciał podpisać ustawy przyznającej 2 mld zł TVP, ponieważ uważał, że jest ona zbyt jednostronnie propagandowa, co może mu zaszkodzić w wyborach. Zażądał głowy Kurskiego, lecz prezes PiS nie chciał o tym słyszeć. Duda zagroził wetem, Kaczyński odpowiedział groźbą wystawienia Mateusza Morawieckiego w wyborach, jeśli Duda ustawy nie podpisze. Ostatecznie doszło do kompromisu: gdy większość członków Rady Mediów Narodowych zagłosowała za odwołaniem Kurskiego, Duda ogłosił, że podpisze ustawę pod swoimi warunkami. We wtorek jednak przekonał się, że prawo przewiduje podpis, weto lub skierowanie ustawy do TK. Nie ma czegoś takiego jak podpis warunkowy. Z chwilą, w której ustawę podpisał, prezydent stracił jakiekolwiek narzędzie nacisku na PiS w sprawie mediów. Powtórzył błąd sprzed roku (też przy okazji ustawy o rekompensacie dla TVP), gdy chciał osłabić Kurskiego przez przekazanie większych kompetencji Marzenie Paczuskiej i Piotrowi Pałce. Gdy tylko złożył podpis, Pałkę odwołano.

Dlaczego PiS publicznie upokorzył prezydenta w środku kampanii wyborczej? Zdecydować o tym musiał sam Jarosław Kaczyński. Sytuacja była bowiem z jego punktu widzenia niedopuszczalna. Dymisja Kurskiego, którego bronił, oznaczałaby, że Duda podważył pozycję prezesa jako niekwestionowanego lidera i że Kaczyński nie potrafi bronić swoich ludzi, którzy w dodatku bardzo dla partii się zasłużyli. Świadczyłaby też o słabości samego prezesa PiS, który dał się ograć Dudzie, którego wprawdzie politycy prawicy bardzo potrzebują, ale nieszczególnie szanują.

W efekcie Kaczyński wyszedłby z tej całej sprawy mocno osłabiony. A na to prezes PiS nie mógł sobie pozwolić. Dokonał więc na Dudzie brutalnej zemsty. Będzie odwet?