Hołownia odnalazł swoje miejsce w kampanii pod znakiem pandemii jako człowiek spoza systemu (otoczony jednak doświadczonymi ludźmi dającymi mu powagę, jak gen. Różański) który atakuje obecny establishment. Ale nie jako kolejny polityk. Jego wcześniejsze doświadczenie sprawiają, że dla wielu zmęczonych i pandemia i system politycznym Hołownia jawi się jako kaznodzieja, który bardziej naucza niż strzela partyjnymi przekazami. Kościół Katolicki wydał niewiele istotnych komunikatów w trakcie epidemii, a najważniejszy dotyczył wyborów. W to puste miejsce wszedł Hołownia ze swoimi rozmowami z Polakami w mediach społecznościowych. Rano i wieczorem, w swoim rytmie i w swój sposób. Hołownia nie bał się nawet zapłakać. I chociaż “chłopaki nie płaczą”, to Hołownia może. Efektem jest drugie miejsce w sondażach w sytuacji, gdy przewidywania wskazywały, że osoba bez politycznego doświadczenie nie odnajdzie się w trakcie tak poważnego kryzysu. Popularność Hołowni pokazują nie tylko sondaże, ale i dane z mediach społecznościowych, które w trakcie pandemii być może już trwale stały się najważniejszym krwioobiegiem globalnej informacji. W ostatnim miesiącu profil Hołowni polubiło aż 108 tysięcy ludzi (dane “Polityki w sieci”). Drugi z kandydatów - Krzysztof Bosak - zyskał 27 tysięcy “polubień”. A jego środowisko jest uznawane za najmocniejsze w Internecie.