Jak pisze w salonie24.pl Antoni Dudek – to dopiero początek zamieszania wokół ministra sprawiedliwości:

Jesienią, gdy na rząd spadnie fala niezadowolenia społecznego wywołanego spowolnieniem gospodarczym i stopniowym ujawnieniem rzeczywistych kosztów trzech tygodni piłkarskich igrzysk. Równocześnie zaś rozstrzygną się losy dwóch sztandarowych reform Gowina, czyli likwidacji sądów rejonowych i deregulacji. Ponieważ ich powodzenie wydaje się coraz mniej prawdopodobne, Gowin może zostać usunięty z rządu w ramach zapowiadanej jesiennej rekonstrukcji  wraz z mającą złą prasę ministrą Joanną Muchą i grzęznącym coraz głębiej w poKopaczowym bagnie Bartoszem Arłukowiczem. 

Co wtedy? Zdaniem profesora UJ Gowin będzie miał dwa wyjścia:

1) Powrót na tarczy do sejmowej ławy, gdzie będzie już tylko odgrywał rolę jednego z ponad dwustu platformowych parlamentarzystów, których głównym zadaniem jest sprawna obsługa rządowej maszynki do głosowania oraz zabieganie u zauszników premiera o dobre miejsce na listach wyborczych PO w kolejnych wyborach (tu nie wróżę JG powodzenia). 

Zdaniem Dudka Gowin nie może liczyć na powrót do dawnej roli. Czeka go co najwyżej los Grzegorza Schetyny. I podobne „sukcesy” w roli wewnątrzpartyjnej antytuskowej opozycji. Ale przed Jarosławem Gowinem jest także bardziej ambitna alternatywa:

2) Przystąpienie do tworzenia własnej formacji. Ten ostatni wariant ma sens tylko w przypadku, gdy za Gowinem pójdzie co najmniej 14 posłów, bowiem razem będą mieli szansę na stworzenie samodzielnego klubu parlamentarnego.

Wówczas: 

Rząd Tuska straci większość i albo będzie musiał zawiązać otwartą koalicję z Ruchem Palikota (lub - co mniej prawdopodobne - z SLD), albo też zabiegać o jego poparcie przy każdym istotnym głosowaniu. Będzie to równoznaczne z ostatecznym przesunięciem PO na lewą stronę sceny politycznej, co z kolei stworzy nieco miejsca w jej centrum.

Gowinowi pozostaną zaś dwa lata na wchłonięcie PJN, zebranie wszystkich sensownych dysydentów z PiS i poddanie się pierwszej znaczącej weryfikacji, jaką będą wybory do Europarlamentu w 2014. Zważywszy na wyniki sondaży, z których wynika, że rośnie liczba wyborców zmęczonych duopolem PO i PiS, ta weryfikacja nie musi wypaść negatywnie.