Jako pierwszy o paneuropejskiej polityce zdrowotnej mówił już w 1952 roku francuski minister zdrowia Paul Ribeyre. Proponował, by powołać Europejską Wspólnotę Zdrowia na podobieństwo Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Francuski polityk opracował nawet projekt 300-artykułowego traktatu, który miał to zagadnienie regulować. Inicjatywa nie zdobyła jednak uznania i rozwój europejskich wspólnot potoczył się w zgoła odmiennym kierunku. Obecne prawo, a konkretnie Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, zawiera zasadę pierwszeństwa państw narodowych w organizowaniu opieki zdrowotnej. W art. 168 ust. 1 czytamy: „Działania Unii są prowadzone w poszanowaniu obowiązków Państw Członkowskich w zakresie określania ich polityki dotyczącej zdrowia, jak również organizacji i świadczenia usług zdrowotnych i opieki medycznej.“
Pomysł integracji systemów ochrony zdrowia pozostaje jednak aktualną propozycją polityczną, dyskutowaną między innymi w świecie naukowym. W swoich najnowszych badaniach holenderscy uczeni wskazują na przykład, że posługując się federalistycznym modelem opisu instytucji unijnych, można w łatwy sposób uzasadnić potrzebę istnienia powszechnego europejskiego systemu ochrony zdrowia, a także w zrozumiały sposób opisać jego ewentualne funkcjonowanie.
W Polsce słowo federalizm przyjmowane jest z nieufnością. Należy jednak odróżnić federalizm jako postulat polityczny od federalizmu rozumianego jako naukowy model eksplanacyjny. Można też w ogóle odłożyć uprzedzenia na bok i zastanowić się nad potencjalnymi korzyściami płynącymi z takiego rozwiązania.
Propozycja stworzenia powszechnego europejskiego systemu opieki zdrowotnej byłaby nie tylko konstruktywna z punktu widzenia integracji europejskiej, ale bardzo korzystna dla Polski i innych narodów tzw. nowej unii, wśród których nasz kraj stara się o pozycję regionalnego lidera. Wspólna ochrona zdrowia oznaczałaby dla tych państw wzrost jakości świadczonych usług, a także więcej pieniędzy, które wydawane byłyby nie przez wciąż będące na dorobku państwa Europy Środkowej, ale z centralnej kasy w Brukseli.
Podniesienie integracyjnych i prospołecznych postulatów mogłoby też przynieść korzyści polskiemu rządowi, który nie cieszy się aktualnie najlepszą reputacją wśród polityków unijnych.