Tomasz Krzyżak: Benedykt XVI - skromny papież przełomu

Można byłoby powiedzieć, że to jedynie krótki epizod, pontyfikat przejściowy, ale historia Kościoła – choćby tylko ta XX-wieczna – pokazuje, że rządy krótkie charakteryzowały się odważnymi decyzjami, które zdeterminowały przyszłość.

Publikacja: 31.12.2022 10:46

Papież Franciszek i papież emeryt Benedykt XVI

Papież Franciszek i papież emeryt Benedykt XVI

Foto: AFP

Benedykt XVI przechodzi do historii jako pierwszy od kilkuset lat papież, który abdykował. Byłoby jednak ogromną niesprawiedliwością, gdyby zapamiętany był jedynie ten fakt. Owszem, ważny dla historii Kościoła, ważny dla historii powszechnej, ale wcale nie najważniejszy.

Niesprawiedliwością byłoby także widzenie Benedykta XVI jako tego, który żył niejako w cieniu dwóch innych papieży. Najpierw w cieniu Jana Pawła II, którego był współpracownikiem jako szef Kongregacji Nauki Wiary, potem zaś – już po abdykacji – Franciszka, jako papież senior, służący następcy radą, ale chyba głównie wspomagający go modlitwą z klasztoru ulokowanego w watykańskich ogrodach. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że w istocie miał ogromny wpływ na pontyfikat Jana Pawła II oraz Franciszka.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Benedykt XVI, czyli papież urzędu

Pontyfikat Benedykta trwał niespełna osiem lat. Można byłoby powiedzieć, że to jedynie krótki epizod, pontyfikat przejściowy, ale historia Kościoła – choćby tylko ta XX-wieczna – pokazuje, że rządy krótkie charakteryzowały się odważnymi decyzjami, które zdeterminowały przyszłość. Dość tu wspomnieć chociażby Jana XXIII zasiadającego na papieskim tronie niespełna przez pięć lat, ale którego decyzja o zwołaniu Soboru Watykańskiego II otworzyła nowy etap w historii Kościoła. Młody niemiecki teolog, ale już bardzo w środowisku znany i szanowany, Joseph Ratzinger, w obradach soborowych brał udział jako doradca jednego z niemieckich biskupów. Czytając jego dzieła z tamtych czasów, nietrudno dostrzec w nich wiele odważnych i reformatorskich wizji. Podobnie zresztą jest z lekturą jego dzieł z czasów pontyfikatu. Bez wątpienia można go umieszczać w gronie najwybitniejszych umysłów teologicznych wszech czasów.

Co prawda, w czasie, gdy stał na czele Kongregacji Nauki Wiary, nazywano go pancernym kardynałem i nieugiętym strażnikiem doktryny, jednak tak naprawdę cechowała go łagodność i skromność. Tę ostatnią widać było w czasach pontyfikatu, gdy często wydawał się być zagubiony, a nawet wystraszony tym, co się wokół niego dzieje. Ale ten wybitny umysł potrafił się przyznać i do swoich słabości (czego namacalnym dowodem była decyzja o abdykacji) i do błędów (tu można przywołać np. jego reakcję na publikację raportu diecezji monachijskiej na temat nadużyć seksualnych w Kościele, w którym wytknięto mu zaniedbania). Nie krył się wówczas za swoją wielkością, za urzędem, lecz wprost przyznał, że nie wyklucza, iż jakieś błędy popełnić mógł.

Kościół współczesny od kilkudziesięciu już lat zmaga się z kryzysem wykorzystywania seksualnego osób małoletnich. I jeśli szukać wśród wielu decyzji Benedykta XVI jakiejś przełomowej i ważnej, to można ją odnaleźć właśnie w odniesieniu do tej problematyki. W powszechnym odbiorze zdecydowaną walkę z przestępcami w sutannach podjął Franciszek, ale to nie do końca prawda. Obecny papież idzie drogą, którą wytyczył Benedykt XVI. To on jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary opracowywał w tej sprawie pierwsze wytyczne dla Kościołów w USA czy Irlandii, to on zabiegał u Jana Pawła II o zmianę przepisów w tym zakresie dla całego Kościoła powszechnego, to także za jego sprawą Jan Paweł II przyznał Kongregacji Nauki Wiary prawo do osądzania przestępstw seksualnych i uchylania przedawnień. To wreszcie on – już jako papież – otwarcie powiedział światu, że Kościół ma problem. Zaczął spotykać się z osobami pokrzywdzonymi. I podjął prace nad rewizją kościelnego prawa karnego, które w maju 2021 r. ogłosił papież Franciszek. Bez wahania można zatem powiedzieć, że to, co w kwestii walki z pedofilią robił Jan Paweł II, i to, co robi dziś Franciszek, jest dziełem niemieckiego papieża.

Czytaj więcej

Arkadiusz Stempin: Niedokończony i niedoceniony pontyfikat Benedykta XVI

Po złożeniu rezygnacji Benedykt XVI zamknął się w klasztorze. Postanowił wieść życie prawie pustelnicze. Mógł – jak robi to wielu biskupów seniorów, którzy przez lata kierowali diecezjami – wtrącać się w rządzenie. Nie robił tego. Owszem, czasem zabierał głos, ale był to jedynie głos doradczy, refleksyjny. Nigdy nie próbował narzucać następcy swojego zdania, rządzić z tylnego siedzenia. I to też jest przykład wielkości człowieka, który co prawda kończy swoje zadanie, lecz gotów jest służyć radą i pomocą.

Jana XXIII nazywano papieżem pokoju, Pawła VI papieżem burzliwych czasów, o Janie Pawle I mówiono, że to papież uśmiechu, do Jana Pawła II szybko przylgnął przymiotnik „wielki”. Benedykt XVI – łączący dosłownie dwa pontyfikaty – był bez wątpienia papieżem przełomu. W środowiskach kościelnych daje się czasem słyszeć, że Bóg doskonale wie, kiedy dać światu ludzi wielkich. I gdyby trzymać się tej analogii, to można powiedzieć, że w odniesieniu do Benedykta XVI pomyłki nie było.

Benedykt XVI przechodzi do historii jako pierwszy od kilkuset lat papież, który abdykował. Byłoby jednak ogromną niesprawiedliwością, gdyby zapamiętany był jedynie ten fakt. Owszem, ważny dla historii Kościoła, ważny dla historii powszechnej, ale wcale nie najważniejszy.

Niesprawiedliwością byłoby także widzenie Benedykta XVI jako tego, który żył niejako w cieniu dwóch innych papieży. Najpierw w cieniu Jana Pawła II, którego był współpracownikiem jako szef Kongregacji Nauki Wiary, potem zaś – już po abdykacji – Franciszka, jako papież senior, służący następcy radą, ale chyba głównie wspomagający go modlitwą z klasztoru ulokowanego w watykańskich ogrodach. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że w istocie miał ogromny wpływ na pontyfikat Jana Pawła II oraz Franciszka.

Pozostało 86% artykułu
Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami