Nie chcę wyjść na zgreda, ale nawet sezon ogórkowy we współczesnych mediach nie ma takiego wdzięku jak dawniejsze. Kto dziś ekscytuje się przebojami lata? I czy ta kategoria w ogóle ma jakiś sens? Z ostatnich lat potrafię wskazać tylko jeden globalny letni hit, czyli „Despacito”. I może ze dwa pomniejsze polskie (np. „I ciebie też bardzo” z Męskiego Grania 2021). Przeglądając zestawienia „letnich przebojów wszech czasów”, łatwo się przekonać, że większość z nich ma kilkanaście lat. Albo więcej.

A co się stało ze zmyślonymi paskudami i krokodylami, które pojawiały się latem? Wielorybem z Wisły? Że o Nessie (z Loch Ness) nie wspomnę. Ano nic. Odeszły w przeszłość. Chyba bezpowrotnie. Czy to znaczy, że współczesne media spoważniały? Ależ skąd! To właśnie sezon ogórkowy był dowodem, że media epoki przedinternetowej były bardziej na serio. One naprawdę starały się informować. I dlatego latem potrzebowały oddechu od codziennej powagi. Dziś znaczna część mediów zajmuje się głównie dostarczaniem rozrywki, więc sezon ogórkowy trwa okrągły rok. W antropologii kulturowej ma to nawet swoją nazwę: karnawalizacja codzienności. Karnawał był przecież czasem odwracania porządku świata. Błazen mógł wtedy zostać królem. No i w naszych czasach został naprawdę. Bo zabawa ma trwać 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Wiąże się to z przesunięciem uwagi odbiorców w stronę mediów elektronicznych, zwłaszcza portali internetowych i telewizji. Kiedy na rynku dominowała prasa drukowana, nawet najgłupsze gazety były mądrzejsze od niektórych „poważnych” portali. Marshall McLuhan miał rację, gdy mówił, że to samo medium jest przekazem, bo zmienia sposoby percepcji. To technologia wpływa na kształt informacji i wrażliwość odbiorcy. A odbiorca dzisiejszy jest tak ukształtowany, że oczekuje głównie emocji. Więc jeśli nie można bawić, to trzeba straszyć. Dlatego paskudą naszych czasów jest Putin. Wcześniej był Covid-19, straszny Kaczyński (dla jednych) i złowrogi Tusk (dla innych). Jakby wieloryb, którego śledził kiedyś „Fakt”, naprawdę dziś płynął Wisłą, nikt by go nie zauważył. Media elektroniczne zajmowałyby się epatowaniem zdjęciami śniętych ryb z Odry.