Jarosław Kaczyński szykuje się na największe starcie życia. Musi utrzymać PiS przy władzy. Ale najpierw musi wygrać bitwę we własnym obozie.

Czasy nie sprzyjają rządzącym. Nie tylko w Polsce. Agresja Rosji na Ukrainę wpływa na geopolitykę i krajowe rynki wewnętrzne. Wojna w Ukrainie może zakończyć trwanie niejednego gabinetu w Europie. Rosnące ceny za surowce energetyczne jeszcze bardziej wpłyną na podwyżki cen produktów pierwszej potrzeby.

Jeśli społeczeństwo nie będzie stać na benzynę, węgiel, część produktów żywnościowych, papier i pochodne, a zimą ludzie będą marznąć, to na kimś swoją frustrację będą musieli wyładować. Mateusz Morawiecki nie ma powodów do zadowolenia, co pokazuje spadek zaufania do premiera nawet w sondażu państwowego CBOS.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: 0,7 zgłoś się, czyli o poparciu dla Ziobry

Premier poniósł spektakularną porażkę. Pieniędzy z KPO nie ma, kamienie milowe nie zostały zrealizowane, wymiar sprawiedliwości nie został zreformowany, praworządność jest wciąż łamana. Strażnik premiera w gaszeniu sporu z Brukselą minister Waldemar Buda mówił w czerwcu: „Polska do końca roku otrzyma prawie 19 mld zł na realizację reform i inwestycji przewidzianych w KPO”. O tym, że słowo nie stanie się ciałem, przekonuje Kaczyński. Prezes PiS wie, że Polska szybko środków nie dostanie, więc radykalizuje antyunijny przekaz, wchodząc w buty radykalnego Zbigniewa Ziobry. Lider Solidarnej Polski zderzył się ze ścianą rzeczywistości. 0,7 proc. poparcia dla jego ugrupowania to zapowiedź politycznej śmierci. Ziobrę uratuje tylko mocny przekaz. Dlatego atakuje UE, Tuska, a Frasyniuka nazywa „śmieciem”.

Kaczyński, widząc porażkę Morawieckiego, fiasko z KPO i zdeterminowanego Ziobrę zaczął mówić językiem ministra sprawiedliwości. Radykalizując przekaz, prezes odcina tlen SP, unieważnia probrukselski kurs premiera i zapowiada zimowe igrzyska, zamiast rozwiązywać narastające problemy. Bo coś trzeba ludziom dać i kogoś rzucić na pożarcie, jeśli samemu chce się ocalić skórę.