Tego dnia, podczas posiedzenia zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN), jego prezes Cezary Kulesza poinformował, że negocjacje z kandydatami wciąż trwają. „Przez wzgląd na ich pomyślny przebieg oraz spokój niezbędny dla najlepszej decyzji PZPN nie będzie udzielał więcej informacji w tym temacie do czasu jej podjęcia” – tak brzmi fragment komunikatu związku. Pewnie, że PZPN nie chce udzielać informacji, bo musiałby się tłumaczyć ze zwłoki.

Zawinionej czy nie? Istotnej czy wcale? Pamiętam wszystkie okoliczności wyboru trenerów, począwszy od nominacji Kazimierza Górskiego, która przeszła niemal niezauważona. Nigdy związek nie obwieszczał swoich decyzji do chwili przedstawienia trenera w komunikacie lub na konferencji. Nawet wtedy, kiedy jego nazwisko było na 90 proc. znane.

Nie stawiano z tego powodu zarzutów prezesowi związku. Ale faktem też jest, że prasa nie biła się o takie informacje. Jednak od kiedy na rynku mediów jest konkurencja, każdy chce wiedzieć pierwszy.

Czytaj więcej

Duże zmiany na rynku transferowym. FIFA robi porządki

To naturalne, ale powoduje też mnóstwo spekulacji. Można zastanawiać się, kto wygra, podać nazwisko kandydata swojego lub wskazanego przez jego agenta, kogoś skreślić, a czyjeś szanse zwiększyć. To się czyta, a żeby przeczytać, to trzeba kliknąć. A jak się klika, to się zarabia. W chwili wyboru selekcjonera wszystkie publikacje, jakie pojawiały się na ten temat, będzie można wyrzucić do kosza.

Podanie nowego terminu prezentacji (31 stycznia) niewiele zmienia. Dla trenera, jeśli będzie Polakiem, to nie ma większego znaczenia. Jego praca i tak polegać będzie na oglądaniu meczów głównie za granicą (ekstraklasa startuje 4 lutego) i rozmowach z zawodnikami.

Różnica dwunastu dni mogłaby natomiast mieć znaczenie, gdyby selekcjonerem został cudzoziemiec. Byłaby to decyzja nierozsądna, bo nie ma za granicą trenera, który znałby naszą reprezentację lepiej od polskiego i w ciągu niespełna dwóch miesięcy przygotował ją na mecz z Rosją w Moskwie.

Sądzę, że w PZPN też zdają sobie z tego sprawę. W dodatku wybór trenera zagranicznego znacznie ograniczyłby możliwości doboru jego polskich asystentów.

Związek jednak nie zdementował plotek o rozmowach z kandydatami, których nazwiska podaje prasa. Czytając niepotwierdzone informacje o ewentualnym zatrudnieniu Andrija Szewczenki, warto zwrócić uwagę na kilka spraw. Po pierwsze: jakie on ma kwalifikacje i atuty, żeby prowadzić reprezentację Polski? Jego przeszłość jako świetnego piłkarza jest bez znaczenia. Po drugie: wymagania finansowe Szewczenki przekraczają możliwości PZPN.

Czytaj więcej

Szewczenko selekcjonerem reprezentacji Polski? Miał porozumieć się z PZPN

Po trzecie: Łukasz Piszczek i Jerzy Dudek dali do zrozumienia, że mogliby współpracować z Adamem Nawałką. To na pewno byłoby cenne z powodów sportowych i wizerunkowych. Wątpię, żeby Piszczek chciał wiązać się z Szewczenką. Nie musi i nic go z nim nie łączy.

Na pewno nie zrobiłby tego Jerzy Dudek. Jak człowiek, który obronił strzał Szewczenki z karnego w finale Ligi Mistrzów, miałby zostać teraz jego asystentem? Nawet kiedy obaj lobbowali na rzecz organizacji Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie, patrzyli na siebie bez sympatii.

Jeśli prezes Kulesza zrobił poważne nadzieje Nawałce, to nieelegancko go teraz zwodzi. Jeśli Nawałka ostatecznie trenerem zostanie, to jego relacje z prezesem może nawet cechować brak zaufania. Do tej pory Kulesza robił wszystko tak, jak powinien, ale właśnie pojawiły się wątpliwości.