Zderzenie to nie musi jednak przynieść katastrofy, może prowadzić jedynie do poznania własnych ograniczeń. O tym, że ruch w górę się skończy, wszyscy w PO wiedzą, różnice dotyczą tylko tego, jaką przepisać receptę na uniknięcie ruchu w dół, utrzymanie pozycji lidera opozycji i finalnie wygranie rywalizacji z PiS o to, która koalicja utworzy rząd po wyborach.

Donald Tusk wskazał dość wyraźnie własny kierunek polityczny: to – powołując się na Jaroslava Haška – „partia umiarkowanego postępu w granicach prawa", o lekkim nachyleniu konserwatywnym. To jednak nie wystarczy raczej do ugruntowania pozycji rządotwórczej. Donald Tusk o tym wie i dlatego nakłania kolegów i koleżanki, by myśleli i mówili jak 30-latkowie, „nawet jeśli jesteście trochę bardziej konserwatywni". Taki suflowany progresywizm jednak się raczej nie przyda jako uwierzytelnienie Platformy wobec młodszych wyborców.

I w tym momencie na scenę powraca Rafał Trzaskowski. 27 sierpnia otwiera swoją sztandarową imprezę – Campus Polska Przyszłości – wita na scenie jako gospodarz Donalda Tuska i – chcąc nie chcąc – rozpoczyna licytację, kto kogo przyćmi. Dla p.o. przewodniczącego partii będzie to ważna próba. W Olsztynie niewielu będzie oddanych aktywistów KOD. Większość zarejestrowanych już uczestników nigdy nie zajmowała się polityką. Przyjadą na koncerty, warsztaty (m.in. mówienia publicznie, zbierania funduszy, gotowania bez marnowania jedzenia, miłości do rowerów, samoakceptacji). To pierwsza tak duża impreza trwająca prawie tydzień, którą organizują politycy, a nie np. Jurek Owsiak. I ten tłum trzeba będzie uwieść. Kto to zrobi zręczniej i sprawniej?

Tusk i Trzaskowski są sobie potrzebni. Orka na politycznym ugorze, którą wykonuje Tusk, jest niezbędna dla PO, która zbyt długo pławiła się w sondażowym kryzysie. Bez jego obecności kwestia przywództwa na opozycji do dziś nie byłaby rozstrzygnięta. Wygląda jednak na to, że ten etap Tusk ma już za sobą.

Ale to wciąż za mało, by być pewnym, że polityczne cele zostaną osiągnięte. Tusk potrzebuje tego kawałka sceny politycznej, na której rządzi Trzaskowski. Potrzebuje pisarzy i artystów (na Campus przyjadą m.in Miłoszewski, Żulczyk, Brodka, Przybysz, Organek, Zalewski), którzy na czysto partyjnej imprezie pewnie by się nie pojawili, a „do Rafała" przyjadą.

Tusk wie, że po to, by wygrać naprawdę, musi stworzyć mobilizację taką, jak w 2007 r. Wtedy to on umiał uwodzić artystów, którzy śpiewali mu, że „jeszcze będzie przepięknie". Dziś musi to załatwić dla partii Trzaskowski.

Dlatego Campus to nie jest dobry moment na rywalizację liderów. I dlatego Tusk zdecydował się jednak na wybory na szefa PO już teraz, na jesieni. Dopóki bowiem trwa walka z PiS, którą zresztą sam ustawił jako priorytet swoich działań i całej PO, nie ma miejsca na ostrą rywalizacje wewnętrzną. Mogłaby być poczytana wręcz za zdradę „wspólnej sprawy" i całej opozycji. Trzaskowski ma więc związane ręce przynajmniej do wygranej z PiS. A potem? Choćby potop.