Ale i to, jak się okazuje, nie chroni przed zasłużoną po tysiąckroć karą, banner z zawiadomieniem, że Donald ma Tole również okazał się zbrodnią ściganą sądownie. Czyżby propagowanie Toli zostało zrównane z propagowaniem Adolfa Hitlera i Józefa Stalina? Najwyraźniej policja dobrze wie, kto jest matołem i nie da się tak łatwo oszukać. Zastanawia jedynie, czy ściga zbrodniczych kiboli za oszczerstwo, czy też raczej za ujawnienie tajemnicy państwowej?  

 

Jedyne, co uratowało nikczemnych zbrodniarzy, którzy powiesili ów załgany, jątrzący i dzielący Polaków banner w Płocku, to resztka rozsądku sędziego, który uznał, że nie może z całą pewnością zidentyfikować sprawców, zatem nie może skazać ich na 5 tysięcy kary i 6 miesięcy zakazu stadionowego, których domagała się, najwyraźniej postradawszy zmysły i kontakt z realem, policja. Być może kodeks karny będzie znowelizowany, paragraf o propagowaniu totalitaryzmu zostanie uzupełniony o zakaz propagowania Tolizmu, nie wiem.  

 

A tymczasem Pan Premier, oby żył wiecznie, zapowiedział, że, jeśli nie opanujemy bezczelnych hord kibiców, to EURO 2012 może być zagrożone. Moim skromnym zdaniem, bardziej rozegraniu tych igrzysk zagraża brak stadionów, parkingów przy stadionach, dróg, którymi na te stadiony można by, ewentualnie dojechać, oraz hoteli, w których można by się przespać pomiędzy meczami. Ale mogę się mylić, oczywiście.  

 

Być może nieścisła była moja diagnoza, że cała ta prowokacja z kibicami, czy kibolami, jak kto woli, to zwykła zagrywka PR-owska, podobnie, jak przedtem pedofile, przemoc w rodzinie, dopalacze, wprowadzenie euro, sprzedaż stoczni katarskiemu inwestorowi, czyli, jednym słowem kolejna ze sztuczek, które ludzie rządzący projektem PO, w tym Donaldem Tuskiem w pakiecie, uczynili głównym narzędziem utrzymywania się przy władzy. Nie licząc, oczywiście cudów nad urną, jak w Wałbrzychu, gdzie działacze PO w sposób zorganizowany kupowali głosy wyborców (to znaczy tam akurat dali się złapać). Gdzie indziej byłby to powód do delegalizacji partii, no, ale u nas takim powodem, według tzw. autorytetów jest raczej zniczyzm - tulipanizm jako odmiana faszyzmu.  

 

Sądziłem, że chodziło o to, żeby się pan Premier mógł pokazać jako macho, po niezliczonych upokorzeniach za strony ościennych, tych prawdziwych mężów stanu. W tym przypadku MAK Donald i jego doradcy od ściemniania trochę się przeliczyli, każdy, kto oglądał tysiące kiboli śpiewających „ Donald, matole, twój rząd obalą kibole", widział, że tym razem przeciwnik jest mocniejszy, niż groźne wdowy smoleńskie, nad którymi zjednoczone siły Pana Premiera i jego wiernego Grasia zanotowały swego czasu tak wielkie, historyczne zwycięstwo.  

 

Tyle, że PRowcy rządowi nie docenili zawziętości i inteligencji kiboli, oraz długofalowych, niemierzalnych skutków faktu, że Donald Tusk stanie się symbolem obciachu, represji, pałowania za żarty i obśmiewania, lamerstwa, zdziadzienia i wapniactwa, stanie się czarną ikoną popkultury. Nie tylko zresztą w Polsce, podobne transparenty i okrzyki rozsławiają dumnego posiadacza Toli w Słowenii, Serbii, Czechach i Austrii, nasi ludzie w UK zamknęli w imieniu MAK Donalda stadion na Wembley, ze stosownym transparentem.  

 

Teraz zjednoczone siły policji, Straży Miejskich i rozmaitych agencji ochrony (325 tysięcy uzbrojonych ludzi, tak przy okazji), które przejęły rolę dawnych zmotoryzowanych odwodów ścigających bandy rozwydrzonych antysocjalistycznych wyrostków (ech, łza się w oku kręci, pamiętacie?) będą się uganiać za młodymi ludźmi skandującymi antyrządowe hasła i malującymi je na murach i przystankach. No i dobrze, niech i dzisiejsza młodzież doświadczy tego dreszczyku emocji i poczucia grania na nosie opresyjnej władzy, które było kiedyś naszym udziałem w latach PRL. A teraz jest łatwiej, w sklepach czekają spraye we wszystkich kolorach z palety RAL. Chyba że spotka je los dopalaczy, a w kodeksie karnym i w publicystyce Wołka oraz Kuczyńskiego pojawi się nowa kategoria: sprayizm- internecizm jako nowa, szczególnie zbrodnicza odmiana faszyzmu.  

 

Ostatnia wypowiedź premiera o Euro zdaje się jednak sugerować, że może być tu drugie dno. Dno, to słowo akurat dobrze się kojarzy z rządem Donalda Tuska, oby żył wiecznie, ale nie o to chodzi. Drugie dno, polegające na tym, że przygotowania do Euro 2012 idą kiepsko, w związku z czym należy znaleźć kogoś, na kogo można łatwo zwalić winę. Trudno wprost napisać, że Euro 2012 się nie odbędzie przez Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza, to znaczy - dla kogo trudno, to trudno, dla Kuczyńskiego czy Niesiołowskiego to akurat łatwe, nie takie rzeczy już pisali i nie takie jeszcze napiszą. Napisanie tego wprost grozi ośmieszeniem się, zatem należy wprowadzić to do obiegu stopniowo. Odwołanie, bo zagrożenie, bo zamieszki, bo kibole, bo kij w szprychach, bo jątrzenie PiS, bo Jarosław. I już!  

 

Obawiam się, że w niebie Kafka, Ionesco i Bareja będą pić na smutno ze zgryzoty, że zostali zdetronizowani. Nie przewidzieli, że władzę w europejskim kraju obejmie, przynajmniej nominalnie, niejaki Donald Tusk, i wyprzedzi ich o kilka długości jako mistrzów surrealizmu.     ?