Coraz bliżej zaprzysiężenia nowego rządu premiera Tuska. Jak informuje „Rzeczpospolita” - gorące negocjacje z kandydatami trwają. Podobno premier chciałby obsadzić stanowiska ministerialne aż pięcioma kobietami. Wśród nich miałaby się znaleźć posłanka Joanna Mucha
Tusk chce uniknąć zarzutów o szowinizm w polityce, o stwarzanie szklanego sufitu ambitnym kobietom – mówi dr Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W dotychczasowym składzie na 17 ministerstw pięcioma kierowały kobiety. Ale już wiadomo, że Ewa Kopacz, Katarzyna Hall i Jolanta Fedak w nowym rządzie nie zasiądą.
Dlatego jest presja, by szukać nowych kandydatek, ale nie wiem, czy uzbieramy piątkę, bo skąd te kobiety brać – denerwuje się polityk z otoczenia premiera.
Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że poważne szanse na objęcie teki ma Joanna Mucha. Lubelska posłanka PO jest wymieniana jako kandydatka do objęcia stanowiska ministra ochrony środowiska. Jednak inne źródła w PO nazwisko Muchy wymieniają także w kontekście Ministerstwa Sportu, a nawet resortu Skarbu Państwa. Kolejną kobietą w rządzie może być Krystyna Szumilas. Obecna wiceminister edukacji miałaby według "Gazety Wyborczej" awansować i pokierować tym ministerstwem.
Nie jest zaprzyjaźniona z premierem, ale zna resort, no i jest kobietą
– mówi polityk z władz PO.
Pełnomocnikiem rządu ds. równego traktowania może zostać poznańska posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Jej kandydaturę ma wspierać wiceszefowa Klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska. Kozłowska-Rajewicz zastąpiłaby na tym stanowisku Elżbietę Radziszewską
.
To się nazywa równouprawnienie w wykonaniu premiera Tuska. Pomyśleliśmy, że szef PO powinien pójść o krok dalej i do rządu zaprosić Wandę Nowicką, a kto wie - może nawet Annę Grodzką? Byłoby naprawdę europejsko.