Oddałeś Polskę w ręce takich ludzi, którzy niszczą politykę i Polskę. Nie można tak sobie nagle zawrócić z drogi. To tchórzostwo. Mam wrażenie, że my, politycy, boimy się włączyć i próbować coś zmienić.

Jednak Jan Rokita przyznaje, że nawet po swoim odejściu z polityki podjął drobną próbę – po katastrofie smoleńskiej. Głosował. Nie żałuje, choć wybór nie był dla niego jednoznaczny.

Skróciłem o jeden dzień pobyt we Włoszech, wyjechałem samochodem. Sam. O szóstej rano stawiłem się w konsulacie w Bratysławie. Nie było jeszcze nikogo. To była druga tura wyborów prezydenckich w 2011.

Zagłosowałem na Leszka Kaczyńskiego, bo za dobrze znam Bronka, bym na niego głosował i chciał na prezydenta. 

Na Jarka. Pomyliłeś się, bo zagłosowałeś ze względu na Leszka. 

Lecz Jan mówi, więcej głosować nie zamierza. Na prezydenta Krakowa też nie. Chyba że pojawi się sensowny polityk, w co nie bardzo wierzy. 

Były szef kancelarii premier Hanny Suchockiej z nostalgią wspomina standardy polityki lat 90.

Jan: Dzisiejsza polityka nie ma ani idei, ani cnoty. To katastrofa. Załamanie tych obydwu wartości powoduje, że polityka staje się rynsztokiem. 

Nelly: Zgadzam się, że polityka jest teatralna, PR-owska, ale nie można założyć rąk i tylko się przyglądać. Nie rozumiem takich jak mój mąż, którzy siedzą w domu, czytają książki, jeżdżą na wystawy, mimo że są odpowiedzialni za dzisiejszą politykę. Trzeba być aktywnym.

Jan: Bo moja żona ubzdurała sobie, że mnie do PiS wciągnie [puka się w głowę] i stąd jej rozczarowanie. Musiałbym być kompletnym wariatem! 

Nelly: Chciałabym, żebyś się zastanowił nad swoimi błędami i nad tym, dlaczego wyszedłeś z polityki. Zgadzam się z twoją diagnozą, ale ty musisz znaleźć na to lekarstwo. To jest twój obowiązek. 

Ciekawa rozmowa, ale chyba obie strony pozostały przy swoich zdaniach.