W portalu wyborcza.pl czytamy:
Byłemu szefowi Agencji Wywiadu Zbigniewowi Siemiątkowskiemu postawiono zarzuty o udział w zorganizowaniu w Polsce ośrodka, w którym CIA w latach 2002-03 przetrzymywała jeńców podejrzewanych o terroryzm.
Z informacji "GW" wynika, że podobne zarzuty dostanie też zastępca Siemiątkowskiego - płk Andrzej Derlatka.
To on bezpośrednio odpowiadał za współpracę z Amerykanami. Prokuratorzy zebrali również dowody pozwalające na rozpoczęcie w Sejmie procedury postawienia przed Trybunałem Stanu premiera rządu SLD Leszka Millera. Nie przesłali ich jednak do marszałka Sejmu.
Co ciekawe:
Warszawska prokuratura postawiła zarzuty byłemu szefowi wywiadu już 10 stycznia, ale nie podała tego do publicznej wiadomości - sprawa jest ściśle tajna
AW długo broniła się przed udostępnieniem prokuraturze tych danych. Według naszych informacji zgodziła się dopiero wtedy, gdy interweniował pierwszy prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski.
Siemiątkowski - przez piętnaście lat prominentny polityk SLD, a dziś wykładowca akademicki (ostatnio uzyskał habilitację), potwierdza postawienie mu zarzutów, ale zaznacza, że bezpieczeństwo państwa wymaga od niego milczenia:
W prokuraturze odmówiłem składania wyjaśnień i będę odmawiał na każdym etapie tego postępowania, również w sądzie.
Potwierdza jednak, że postawiono mu zarzuty dotyczące przetrzymywania w Polsce więźniów CIA. To najważniejsza informacja od momentu wszczęcia w 2008 r. śledztwa mającego wyjaśnić tę sprawę.
Informator mówi autorom tekstu, że rola Polaków ograniczyła się do udostępnienia lotniska w Szymanach i miejsca w Starych Kiejkutach:
To nie były żadne kazamaty, tylko zwykła, zajęta przez Amerykanów i oczywiście strzeżona willa na terenie ośrodka. Zatrzymywali się w niej przedtem ważni goście, np. prezydenci Wałęsa i Kwaśniewski. Nasi ludzie przywozili więźniów z lotniska i odwozili do samolotów. Za próg willi nie mieliśmy wstępu.