Mało jest chyba ciekawszych i lektur niż te, które pokazują nam jak wygląda polityka od kuchni - tzn. bez kamer, dziennikarzy i fleszy, w gronie samych swoich, ale za to ... z dyktafonem. Szczególną tradycję ten rodzaj literatury ma nie tylko w Polsce (choć i u nas różnorakie "taśmy prawdy" robiły furorę), ale i na Węgrzech.
Wystarczy przypomnieć, że nagranie byłego premiera Gyurcsany'a, który przyznawał swoim kolegom z partii, że "kłamali rano, wieczorem i nocą", i "nie mogli podać ani jednego poważnego środka rządowego, z którego moglibyśmy być dumni, poza tym, że na końcu odzyskaliśmy władzę z gówna.", doprowadziło do dość gwałtownego końca jego władzy. Podobnego losu uniknie prawdopodobnie Viktor Orban, choć również został przyłapany na podobnie szczerej rozmowie z burmistrzem Budapesztu Istvánem Tarlósem. "Przyłapany" to jednak może niezbyt trafne słowo, bo rozmowa miała miejsce w pełnym dziennikarzy autobusie, w którym obaj panowie odbywali propagandową przejażdżkę. I kiedy przejeżdżali obok budynku Węgierskiej Opery Państwowej oraz stojącego obok pałacu Dreschlerów (mieścił się tam Instytut Baletu), nawiązali taką pogawędkę (relacjonuje Judy Dempsey z instytutu Carnegie Europe):
Orbán
: Słuchaj, István, czy te budynki nadal należą do Ukraińców?
Tarlós
: Nawet nie wiedziałem, że należą do Ukraińców.
Orbán
: Coś czytałem o Ukraińcach...
Tarlós
: Instytut Baletu należy do Portugalczyków.
Orbán
: Należy do Portugalczyka, a ja chcę go dostać z powrotem
Tarlós
: A nie ma jakiegoś prawa, które mówi, że nie można go odzyskać przez przynajmniej 20 lat?
Orbán
: A dlaczego by nie stworzyć innego prawa? Miasto mogłoby to zaproponować, a ja bym je stworzył.
Tarlós
: Potrzebna do tego jest ustawa. Zarządzenie miasta nie wystarczy.
Orbán
: To wnieś inicjatywę takiej ustawy, a ja ją przyjmę.
Tarlós
: W porządku.
Orbán
: Po prostu daj mi propozycję, nie mogę za ciebie tego wymyślić.
Tarlós
: Panie premierze, moglibyśmy napisać kilka ustaw
Orbán
: Nie bądź chciwy. Mówimy o jednej. A ty powinieneś ją napisać!
Tarlós
: Okej, napiszemy.
Nie ma to jak demokracja w akcji.