Jeśli ktoś się zastanawiał, jak przygotować się duchowo do nadchodzących pierwszych dni listopada, to z pomocą przychodzi mu niezawodny portal wPolityce, który daje równie niezawodną receptę: Zaduma nad śmiercią, troska o naszą zbiorową pamięć, refleksja nad spuścizną i przesłaniem wybitnych zmarłych.
To, plus jeszcze spora dawka politycznie motywowanej nienawiści.
W tekście jednego z autorów (pierwotnie podpisanym tylko "redakcja wPolityce") najpierw mamy zupełnie niewinny, a nawet mądry wstęp:
Zbliża się dzień zaduszny, ten dzień szczególny, który zmusza do refleksji o tym kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. W tym dniu możemy spojrzeć na siebie z perspektywy tych których już wśród nas nie ma i zadać sobie pytanie – jak oni by nas dzisiaj ocenili, co mieliby nam do powiedzenia, jakie przestrogi i rady moglibyśmy od nich usłyszeć.
Po czym znienacka zalewa nas lawina w gruncie rzeczy zrozumiałych pretensji do władzy pomieszana z najgorszymi, lecz typowymi oskarżeniami
Cała Polska patrzyła jak PO-wscy zdrajcy pozostawili w błocie ciała ofiar katastrofy smoleńskiej by mogły być zhańbione przez rosyjskich degeneratów dokonujących pseudo-sekcji zwłok. A ciało prezydenta wręcz wydali rosyjskim agentom, którzy użyli go do sesji fotograficznej. Porzucenie ciał pobratymców jest jednym z największych grzechów wobec współobywateli(...) Jedną z ofiar był mój dobry kolega ze studiów na KUL Mariusz Handzlik i tego też smoleńskim zdrajcom nigdy nie zapomnę.
I zaraz potem mamy polityków PO w roli zwyrodnialców znęcających się nad zmarłymi, ponieważ wolą mówić o zbrodni wołyńskiej używając eufemizmu (słowo autora) "czystka etniczna" zamiast "ludobójstwo".
W ten sposób PO-wskie środowisko stanęło ramię w ramię z Banderowskimi zbrodniarzami.
- podsumowuje autor. Na koniec za to deser, czyli przepowiednia o tym, jaka kara spotka owych zdrajców "pastwiących się nad pamięcią zmarłych". Za wzór służy "Antygona". No, prawie...
Dawno temu, gdy ministrem oświaty nie była jeszcze minister Szumilas, uczniowie w ramach lektur obowiązkowych czytali 'Antygonę' Sofoklesa. (...) W dziele Sofoklesa była mowa o (...) karze jaka spotyka tych którzy pamięć zmarłych bezczeszczą. Jak widać PO-wski aktyw POlitruków lektury tej nigdy nie czytał albo nic z niej nie zrozumiał. Czeka ich los Kreona gdy las smoleński zapuka do ich drzwi.
I tu mamy problem. Nie tylko ten, że jeśli ktoś narzeka na nieznajomość i niezrozumienie lektur to nie powinien mylić "Antygony" z "Makbetem". Bardziej kluczową kwestią jest to, o jakim to losie mówi autor? Los Kreona był niewątpliwie żałosny, ale jednak budujący: dopadły go wyrzuty sumienia, lecz zrozumiał swój błąd i utrzymał przy tym władzę. Z Makbetem, do którego przyszedł las birnamski było już trochę gorzej. Jak to zresztą u Szekspira: wojna domowa, krwawa jatka i śmierć (prawie) wszystkich głównych bohaterów.
I aż boję się zgadywać o którym to losie mówił autor.