W mediach pojawia się komunikat, że to osobista decyzja premiera, a zawinili ministrowie. Opozycja traci paliwo i musi czekać do kolejnego wydarzenia. Zwykle dlatego, że sama nie potrafi żadnego tematu wytworzyć i nadać mu takiej rangi, żeby to obóz rządzący musiał reagować.
Brzmi znajomo? To przez lata była jedna z podstawowych metod reakcji na kryzys w KPRM Donalda Tuska Metoda niezwykle skuteczna. Co ciekawe, w ostatnich dniach w podobny sposób premier Mateusz Morawiecki „zgasił” jeden z pierwszych kryzysów po wygranych przez PiS wyborach, czyli kwestię pociągów na Woodstock. To było darmowe paliwo dla opozycji i co więcej okazja dla prężenia muskułów przez opozycyjnych samorządowców. Temat, który mógł tylko mobilizować zdemobilizowanych obecnie wyborców. Ostatecznie skończyło się na tweecie premiera Morawieckiego, że pociągi do Kostrzyna pojadą. Różnica polega oczywiście na tym, że Morawiecki działa w innej strukturze władzy niż Tusk, który był jednocześnie liderem partii. Dlatego w przypadku innej kontrowersyjnej sprawy - zapowiedzi pozwu Ministerstwa Sprawiedliwości wobec grupy krakowskich prawników krytykujących zmiany w kodeksie karnym - sprawa musiała oprzeć się o lidera obozu Zjednoczonej Prawicy, Jarosława Kaczyńskiego. Efekt był jednak ten sam: kryzys został wygaszony przez decyzję z góry.