Podsłuch został zlecony w ramach dochodzenia w sprawie podejrzeń, że członkowie grupy "tworzyli lub wspierali organizację przestępczą" - poinformował rzecznik prokuratury w Monachium.

Członkowie Ostatniej Generacji, znani m.in. z przyklejania się do dróg w celu zwrócenia uwagi na kryzys klimatyczny, potępili podsłuch, nazywając go "absurdalnym".

Rzecznik prokuratury przekazał, że wśród śledzonych połączeń znalazły się rozmowy między członkami grupy a dziennikarzami.

Czytaj więcej

Aktywiści zapłacą dużą karę za przyklejenie się do rzeźby w Watykanie

Choć sami dziennikarze nie byli celem inwigilacji, "zostali dotknięci działaniami ze względu na połączenia wykonywane za pośrednictwem monitorowanych numerów telefonów".

Policja dokonała nalotów na domy aktywistów

Gazeta "Sueddeutsche Zeitung" jako pierwsza informowała o podsłuchach, przekazując, że inwigilacja rozpoczęła się w październiku ubiegłego roku. Działania służb obejmowały monitorowanie e-maili, kont poczty głosowej i rejestrowanie danych GPS telefonów komórkowych.

"Protestujemy pokazując nasze nazwiska i twarze, publikujemy nasze plany, akceptujemy konsekwencje prawne. Niemniej jednak bawarska LKA (policja) rejestrowała rozmowy telefoniczne, e-maile i ruchy. Nawet nasz telefon prasowy był monitorowany. To absurd!" - przekazali członkowie Ostatniej Generacji.

Lars Castellucci, poseł rządzącej Socjaldemokracji (SPD) kanclerza Olafa Scholza, powiedział, że podsłuch "rodzi pytania o proporcje".

Dietmar Bartsch, lider parlamentarny skrajnie lewicowej partii opozycyjnej Linke, nazwał inwigilację "całkowicie niewłaściwą".

W ramach śledztwa policja dokonała w maju nalotu na domy kilku działaczy Ostatniego Pokolenia, a także zajęła dwa konta bankowe. Aktywiści zapowiedzieli jednak kontynuowanie protestów.