Do ataku, którego motywy są nieznane, doszło wczesnym ranem (ok. godziny 3:40 czasu lokalnego) w czwartek w fabryce broni rakietowej Pivdenmash w mieście Dniepr.

Czytaj więcej

Rosyjskie myśliwce Su-35 już na Białorusi. Piloci "witani chlebem i solą"

Atak nastąpił w momencie, gdy strażnikom wydawano broń - czytamy w oświadczeniu policji.

Ukraińskie MSW informuje, że żołnierz strzelał do strażników z karabinu kałasznikow. Napastnikiem był urodzony w 2001 roku Artemij Riabczuk. 

Policja natychmiast rozpoczęła poszukiwania zbiegłego żołnierza. Policję i Gwardię Narodową w mieście postawiono w stan gotowości. Zbiegły żołnierz miał być uzbrojony w karabin maszynowy oraz ok. 200 nabojów. Przed godziną 9 pojawiła się informacja, że żołnierz został zatrzymany na północ od miasta Dniepr. Miał poddać się zatrzymującym go funkcjonariuszom.

- Po pierwsze, śledztwo mierzy się z pytaniem - co było motywem popełnienia tak strasznej zbrodni? Jest pytanie czy żołnierz był poddany presji psychicznej, to będzie sprawdzane - zapowiedział wiceszef MSW Ukrainy, Anton Geraszczenko. Wiceminister zapowiedział, że żołnierzowi zostanie wymierzona "najwyższa możliwa kara".

Śledczy sprawdzą też w jaki sposób żołnierz przeszedł badania lekarskie, na podstawie której dopuszczono go do kontaktu z bronią.

Fabryka broni została otoczona kordonem przez żołnierzy Gwardii Narodowej, a jej teren jest patrolowany.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ