Ponad 50 kobiet oskarżyło pracowników WHO i innych organizacji o domaganie się seksu w zamian za pracę w latach 2018-2020.

Stwierdzono również, że co najmniej 21 z 83 domniemanych sprawców było zatrudnionych przez WHO, a nadużycia, wśród których znalazło się dziewięć zarzutów gwałtu, zostały popełnione zarówno przez pracowników krajowych, jak i międzynarodowych.

Zespół dokonujący analizy ustalił, że domniemanym ofiarom obiecywano pracę lub utrzymanie pracy w zamian za stosunki seksualne - powiedział członek niezależnej komisji Malick Coulibaly.

- Wielu mężczyzn odmówiło użycia prezerwatywy, 29 kobiet zaszło w ciążę, a niektóre zostały zmuszone do aborcji przez swoich oprawców - dodał.

Szef WHO przeprasza

Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus, który zobowiązał się do zerowej tolerancji wobec nadużyć seksualnych i podobno stara się o drugą kadencję, powiedział, że raport jest "wstrząsający" i przeprosił ofiary.

- To, co się wam przydarzyło, nigdy nie powinno się przydarzyć nikomu. Jest to niewybaczalne. Moim priorytetem jest zapewnienie, że sprawcy nie są usprawiedliwieni, ale są pociągnięci do odpowiedzialności - dodał.

Sprawcy, których tożsamość ustalono, zostali odsunięci od przyszłego zatrudnienia w WHO, a kontrakty czterech zatrudnionych osób zostały rozwiązane.

Szef WHO zapowiedział, że skieruje oskarżenie o gwałt w Kongo i innych krajach, z których pochodzą sprawcy.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Jedna dziewczyna, 14-latka nazwana w raporcie "Jolianne", powiedziała komisji, że sprzedawała karty doładowujące do telefonu na poboczu drogi w kwietniu 2019 roku, kiedy kierowca WHO zaoferował jej podwiezienie do domu. Zamiast tego zabrał ją do hotelu, gdzie, jak twierdzi, zgwałcił ją, a ona później urodziła jego dziecko.

Niektóre kobiety zostały zwolnione z pracy, gdy odmówiły uprawiania seksu. Inne nie były zatrudniane, nawet po wyrażeniu zgody.