– Prace nad wnioskiem o rejestrację krupnioków śląskich dobiegają końca. Niewykluczone, że jeszcze w pierwszym kwartale 2015 r. prześlemy go do Komisji Europejskiej – mówi „Rzeczpospolitej" Magdalena Głodek, naczelnik Wydziału Oznaczeń Geograficznych w Ministerstwie Rolnictwa.
Producenci tradycyjnej kiszki z kaszy i krwi chcą zdobyć dla niej Chronione Oznaczenie Geograficzne, jeden z trzech znaków przyznawanych produktom regionalnym w Unii Europejskiej.
Polska ma na swoim koncie już 37 rejestracji. Daje nam to ósme miejsce w UE. Istnieje jednak ryzyko, że nie uda się nam utrzymać tak wysokiej pozycji. Powód? Maleje liczba chętnych do zdobywania unijnych oznaczeń. W 2014 r. uzyskał je tylko cebularz lubelski, a – nie licząc krupnioka – na razie nie jest gotowy żaden nowy wniosek.
– Liczba wniosków jest mniejsza niż w latach poprzednich, ponieważ producenci w Polsce bardziej świadomie podchodzą do zdobywania oznaczeń unijnych – wyjaśnia Magdalena Głodek. – Wolą przygotować specyfikację produktu jak najbardziej precyzyjnie, aby nie poprawiać jej w przyszłości.
Jak dodaje, rozumieją też, że rejestracja nie może być celem samym w sobie.
A tak właśnie bywało w przypadku wielu produktów, które pomyślnie przeszły procedury w Brukseli. Świadczy o tym chociażby niewielka liczba producentów korzystających z unijnych znaków. Aby zdobyć prawo do ich używania, trzeba poddać się kontroli i uzyskać świadectwo od Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych lub prywatnej jednostki certyfikującej.
Na koniec 2014 roku takie uprawnienia miało 406 producentów. Najwięcej – 100 – przypadło na wytwórnie rogala świętomarcińskiego, jednego z najpopularniejszych produktów regionalnych z Polski. Nie brakuje jednak nadal takich jak chleb prądnicki czy tradycyjna kiełbasa myśliwska – w przypadku których uprawnienia do korzystania ze znaku ma tylko jeden producent.
Sytuację ma poprawić trzyletnia, warta niemal 4 mln euro, kampania promocyjna „Trzy znaki smaku", która wystartowała w marcu 2013 r.
– Kampania „Trzy znaki smaku" ma poprawić wiedzę Polaków na temat unijnych znaków jakości przyznawanych produktom regionalnym i tradycyjnym – mówi Piotr Kondraciuk, dyrektor biura promocji Agencji Rynku Rolnego. – W efekcie powinno zwiększyć się zainteresowanie wyrobami, które je posiadają, co dodatkowo zachęci producentów do posługiwania się oznaczeniami i wprowadzania na rynek certyfikowanych specjałów.
O tym, że mamy duży potencjał, aby zgłaszać do Brukseli kolejne wnioski, świadczy lista produktów tradycyjnych prowadzona przez resort rolnictwa. Jest na niej niemal 1,35 tys. wpisów, a tygodniowo trafia tam nawet kilkanaście nowych produktów.
– Ich zgłaszaniu sprzyjają często działania podejmowane przez samorządy, które w produktach tradycyjnych widzą potencjał do promowania regionu – mówi Magdalena Głodek.
—Beata Drewnowska