Sprawa nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie nabiera tempa. Z każdym dniem pojawiają się nowe informacje dotyczące funkcjonowania placówki. Kolejne wątki ujawnił były ordynator oddziału chirurgii, dr Emil Jędrzejewski, który udzielił wywiadu Kanałowi Zero.

Czytaj więcej

Waldemar Żurek: analizujemy wszystkie zgłoszenia zgonów w Szpitalu Południowym

Tło afery w Warszawskim Szpitalu Południowym 

Przypomnijmy, że z dotychczasowych doniesień medialnych wynika, że lekarz kierował oddziałem chirurgii w Szpitalu Południowym do końca 2025 r. O nim samym zrobiło się głośno po ujawnieniu, że informował prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego o nieprawidłowościach występujących w placówce. Jakiś czas później został zwolniony z pracy. Lekarz twierdzi, że jego zwolnienie było konsekwencją zgłaszania problemów związanych z funkcjonowaniem szpitala.

Według jego relacji w szpitalu miał funkcjonować system przywilejów dla działaczy politycznych oraz członków ich rodzin. Osoby te miały korzystać z przyspieszonego dostępu do badań i zabiegów, omijając standardowe kolejki. Na wizyty oczekiwały w specjalnym pomieszczeniu określanym jako „salonik VIP”.

Jędrzejewski wskazuje również na działalność dr. Dawida Kacprzyka, 28-letniego radnego Koalicji Obywatelskiej (trwa procedura wygaszania jego mandatu), który objął funkcję szefa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Według relacji byłego ordynatora Kacprzyk miał nie pojawiać się na części dyżurów, za które otrzymywał wynagrodzenie. Lekarz zarzuca mu także wykonywanie procedur medycznych bez odpowiednich uprawnień oraz wywoływanie konfliktów wśród personelu.

Najpoważniejsze oskarżenia padły natomiast podczas wtorkowego wywiadu w Kanale Zero. Dr Jędrzejewski stwierdził, że w Szpitalu Południowym dochodziło do błędów medycznych skutkujących śmiercią pacjentów. Według niego część tych zdarzeń miała być związana z działaniami dr. Kacprzyka. Były ordynator powiedział, że „ginęli ludzie”, a w placówce panowała „zmowa milczenia”.

Czytaj więcej:

Administracja Sygnaliści w samorządach – więcej nowych obowiązków niż efektów

Pro

Czy były ordynator jest sygnalistą? 

Media od początku okrzyknęły go mianem sygnalisty. Czy były koordynator faktycznie występuje w tej roli w myśl ustawy o ochronie sygnalistów?

Zdaniem prof. Grzegorza Makowskiego ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, określanie lekarza mianem sygnalisty wydaje się, póki co, przedwczesne, przynajmniej z punktu widzenia obowiązujących przepisów.

– Jeżeli opieramy się wyłącznie na informacjach podawanych przez media oraz na tym, co sam zainteresowany ujawnił publicznie, to na ten moment nie można stwierdzić, że w sensie prawnym jest on sygnalistą – ocenia.

Jak wyjaśnia, ustawa o ochronie sygnalistów przewiduje konkretne warunki, które muszą zostać spełnione, aby dana osoba mogła korzystać z ustawowej ochrony.

– Po pierwsze, zgłaszane nieprawidłowości muszą mieścić się w zakresie naruszeń prawa określonym w ustawie. Być może tak jest, bo przynajmniej część tego, o czym mówi publicznie dr Jędrzejewski może dotyczyć zagrożeń dla zdrowia publicznego. Jednak bez dokładnej wiedzy na temat treści zgłoszeń trudno jednoznacznie ocenić, czy warunek ten został spełniony – zaznacza prof. Grzegorz Makowski.

Czytaj więcej

Rafał Trzaskowski reaguje na wywiad w Kanale Zero. Wniosek do prokuratury

Po drugie, jak wskazuje, ustawa przewiduje określone tryby dokonywania zgłoszeń.

– Podstawowym jest zgłoszenie wewnętrzne, kierowane za pośrednictwem procedur obowiązujących w danej organizacji. Nie wiadomo jednak, czy dr Jędrzejewski korzystał z takich kanałów i kiedy dokładnie zgłaszał swoje zastrzeżenia – mówi.

Ekspert podkreśla, że wykorzystanie procedur wewnętrznych nie jest obowiązkowe i nie decyduje o tym, czy ktoś jest sygnalistą czy nie, ale mogłoby wzmacniać argumentację przemawiającą za uznaniem danej osoby za sygnalistę.

– Możliwe jest także dokonanie zgłoszenia zewnętrznego do właściwego organu publicznego. W przypadku szpitala podlegającego miastu naturalnym adresatem mógłby być organ nadzorujący placówkę. Jednak również w tym przypadku obowiązują określone procedury, którymi miasto dysponuje. Samo wysłanie wiadomości SMS czy przez komunikator do prezydenta miasta czy jakiegokolwiek innego urzędnika nie jest procedurą przewidzianą ani przez ustawę, ani przez procedurę przyjmowania zgłoszeń zewnętrznych, obowiązującą w Warszawie – wskazuje ekspert.

Czytaj więcej

Nawet 350 tys. za miesiąc pracy na pojedynczej fakturze lekarza. „Rz” ujawnia dane o najwyższych kontraktach w publicznej ochronie zdrowia

Dalej zaznacza, że trzecim trybem jest ujawnienie publiczne, w czym mieści się przekazanie informacji mediom.

– Takie rozwiązanie jest jednak dopuszczalne wyłącznie w szczególnych okolicznościach, m.in. gdy istnieje bezpośrednie zagrożenie dla życia, zdrowia czy środowiska naturalnego – mówi Grzegorz Makowski.

Zdaniem eksperta okoliczności opisywane przez byłego ordynatora nie wskazują jednak jednoznacznie na sytuację spełniającą te przesłanki.

Prawne i społeczne rozumienie sygnalizowania nie są tożsame.

prof. Grzeorz Makowski

– W konsekwencji, w świetle obecnie dostępnych informacji, dr Jędrzejewski prawdopodobnie nie mógłby skutecznie powoływać się na ochronę przewidzianą w ustawie o ochronie sygnalistów. Kluczowe znaczenie miałoby jednak ustalenie, czego dokładnie dotyczyły jego zgłoszenia i w jaki sposób zostały przekazane – podsumowuje.

Jednocześnie ekspert zaznacza, że inaczej można oceniać tę sprawę z szerszej niż prawna perspektywy.

– W sensie potocznym można traktować go jako sygnalistę, jeśli działał w celu ochrony dobra publicznego i chciał doprowadzić do ujawnienia nieprawidłowości czy zapobieżenia kolejnym naruszeniom. Nawet jeśli sam byłby w nie jakoś zamieszany. Prawne i społeczne rozumienie sygnalizowania nie są bowiem tożsame – podkreśla.