„Sebastian M. wcisnął pedał do końca, grał w rosyjską ruletkę z życiem innych. Mrugał światłami pokazując swoją wyższość. Prędkość pojazdu to 315–330 km/h” – mówił prokurator Aleksander Duda w mowie końcowej o zdarzeniu z 2023 r.. Na autostradzie A1 zginęła trzyosobowa rodzina.

Sebastian M. i wypadek na A1. Kiedy śmiertelny rajd może być zabójstwem?

W sprawie Sebastiana M. akt oskarżenia obejmuje wypadek ze skutkiem śmiertelnym (art. 177 § 2 k.k.). Za taki czyn, jeśli sprawca nie zbiegł z miejsca zdarzenia ani nie był nietrzeźwy, grozi maksymalnie 8 lat pozbawienia wolności. Jednak czy rosyjska ruletka na drodze nie oznacza, że ma miejsce zabójstwo z zamiarem ewentualnym? Wiesz, że rewolwer może wystrzelić. Wiesz, że jadąc 300 km/h tak naprawdę nie panujesz nad autem. De facto już wystrzeliłeś z tego rewolweru, a skutek zależy od splotu okoliczności, których już nie kontrolujesz. 300 km/h to prędkość startującego samolotu.

Ktoś, kto rozwija prędkość pojazdu sięgającą 300 km/h, tak naprawdę przestaje być kierującym pojazdem, a staje się pasażerem w pocisku wystrzelonym z broni. Jest już tylko kwestią losu, czy ten pocisk kogoś trafi, czy nie. I taką sytuację kodeks karny nazywa zamiarem ewentualnym. To sytuacja, w której człowiek jest obojętny na los innych ludzi, którzy też są obecni na drodze.

Czytaj więcej

Proces Sebastiana M. dobiega końca. Nowy obrońca musiał opuścić salę sądową

Mowa końcowa w sprawie Sebastiana M. wygłoszona przez prokuratora pasowałaby idealnie do aktu oskarżenia zarzucającego kierowcy popełnienie zabójstwa. Stwierdzenia o grze w rosyjską ruletkę obrazują, na czym polega zamiar ewentualny: skrajne zagrożenie i zdanie się na los, który decyduje, czy ktoś przeżyje, czy nie. Wszystko, co potrzebne do zabójstwa, zostało powiedziane.

Piractwo drogowe a odpowiedzialność karna. Nieostrożność czy zamiar ewentualny?

Gdy piszę o zabójstwie drogowym, przekonuję prawników do zmiany sposobu patrzenia. Przepisy są dobre, chodzi o podejście do piratów drogowych. Wszystko zależy od sposobu patrzenia na ich szokujące wyczyny, oczywiście w granicach prawa. Przykład? Wypadek drogowy to przestępstwo określone w rozdziale Kodeksu karnego, mówiącym o „bezpieczeństwie w komunikacji”. Wypadek drogowy, będący wynikiem nieostrożności, może po prostu przytrafić się każdemu kierującemu. Chwila nieuwagi i nietrudno o tragedię. Jednak rażąco groźny rajd, którego sprawca zachowuje się jak na prywatnym torze wyścigowym, nie licząc się z innymi użytkownikami miejsca publicznego, to nie zwykła nieostrożność w ruchu. „Nieliczenie się” z ludźmi kieruje nasz wzrok w stronę godzenia się na skutki tak drastycznego ryzyka.

Trudno wrzucać do jednego worka (jednego przepisu) zwyczajną nieostrożność i potrącenie przechodnia przy niewielkiej prędkości z brawurową jazdą stuningowaną maszyną, która rozwija prędkość 300 km/h. To nie jest ten sam „typ” zachowania na drodze, konsekwencją czego powinna być odmienna kwalifikacja prawna obu czynów.

Formuła godzenia się na skutki jest wystarczająco pojemna, by objąć najbardziej bulwersujące zachowania na drodze, tym bardziej, że powstała w czasach o wiele mniej intensywnego ruchu drogowego. Prawo karne musi cechować się dostateczną określonością, precyzją, unikać arbitralności, zapewniać równość wobec prawa. Jednak musi iść także z duchem czasu. Stare pojęcia mogą być wypełniane nowymi treściami, by zapewnić jak najlepszą ochronę dóbr prawnych w realiach XXI wieku. Jedno jest pewne: nie godzi się zamykać oczu na problem piractwa drogowego. Najbardziej bulwersujące zdarzenia są godne adekwatnego nazewnictwa. To niekoniecznie wypadki „przy pracy”, lecz czasem pełnoprawne zabójstwa.

Czytaj więcej

Tragedia na S10. BMW pędziło ponad 270 km/h. „Szybciej! Jeszcze szybciej!”

Czy pirat drogowy musi godzić się na własną śmierć, by odpowiadać za zabójstwo?

Rozprawmy się z jeszcze jednym argumentem, w myśl którego przyjmowanie godzenia się, a więc zamiaru, musi zakładać, że pirat drogowy sam godzi się na własną śmierć w wyniku zdarzenia na drodze. A to przecież nieprawda: kierowca nie jest samobójcą!

Ten punkt widzenia nie jest prawidłowy. Zauważmy, że ani Łukaszowi Ż., ani Sebastianowi M. nic się nie stało. Kierowca może być przekonany, że jedzie bezpiecznym wozem, dlatego rozwija tak zawrotną prędkość. Być może 30 lat temu argument z drogowego samobójcy przemawiał do wyobraźni i zniechęcał organy ścigania do uznawania, że pirat godził się na śmierć innych, a więc i na własną, gdy stan techniczny pojazdów pozostawiał wiele do życzenia.

Jednak rozwój techniki spowodował, że nowoczesne pojazdy są wyposażone w wiele systemów bezpieczeństwa. Królowie szosy są chronieni, jednak rozwijana przez nich prędkość naraża innych uczestników ruchu. Obojętność na los innych nie wymaga zgody na własną śmierć. Czasami może być wręcz odwrotnie: obojętność na to, co stanie się z innymi, mijanymi pojazdami i ludźmi może być wpisana w niegodziwy cel przyświecający osobie biorącej udział w pirackim rajdzie po mieście.

Zabójstwo drogowe w polskim prawie. Mikołaj Małecki wskazuje na art. 148 k.k.

Gdy ktoś w pełni świadomie, na trzeźwo, celowo rozpędza pojazd do prędkości 300 km/h, to całym sobą mówi: liczę się ja, nie wy. Jego postawa to obojętność, a obojętność to zamiar. Od dłuższego czasu apeluję, by w tak szokujących sprawach nie bać się – może szokującej, ale adekwatnej – kwalifikacji prawnej z art. 148 k.k. Nie wypadek, lecz zabójstwo drogowe zagrożone dożywotnim więzieniem.

Autor jest doktorem habilitowanym, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzi portal DogmatyKarnisty.pl

Czytaj więcej:

Prawo dla profesjonalistów Czy polskie sądy powinny skazywać za „zabójstwo drogowe”?

Pro