Co roku z polskiego budżetu, czyli de facto z pieniędzy nas wszystkich – podatników, wypłacane są miliony złotych odszkodowań i zadośćuczynień za niesłuszne pozbawienie wolności. Z czego wynikają tak tragiczne pomyłki sądów?

Przede wszystkim te miliony w zestawieniu z możliwościami budżetu nie są ogromnymi sumami – wręcz przeciwnie. Polskie sądy nie są zbyt hojne w zasądzaniu kwot za ewidentne pomyłki szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości. Tak naprawdę nikt nie prowadzi bardzo dokładnych statystyk na temat tego, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do pomyłki sądowej. To po pierwsze. Po drugie, niewątpliwie nie powinno do nich dochodzić, bo zawsze wiążą się z ludzką krzywdą. Nie chcę ich usprawiedliwiać, ale trudno mi wskazać kraj na świecie, w którym do takich pomyłek sądowych nie dochodzi.

Pyta pani, z czego one się biorą? Wynikają z wielu czynników. Zdarzają się błędy prokuratury, błędy sądów, wadliwe opinie biegłych. Pamiętajmy, że w Polsce biegłych nikt nie egzaminuje ani nie weryfikuje ich faktycznej wiedzy i w efekcie mamy to, co mamy. Często nieprofesjonalne i wydane z błędami ekspertyzy. Powodem pomyłki może być także pogoń za sukcesem, czasem wymuszona przez przełożonych. W wielu wypadkach prokuratorzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że rzeczywiście ktoś jest sprawcą przestępstwa i że potrafili to wykryć. Na potwierdzenie przytoczę słynną sprawę Skóry, która w czwartek zakończyła się ostatecznie oddaleniem kasacji. Mężczyzna spędził siedem lat w więzieniu, a ostatecznie został uznany za niewinnego.

Czytaj więcej

Zbigniew Ćwiąkalski o procesie o odszkodowanie i zadośćuczynienie dla Tomasza Komendy - wywiad

Podobnie było w sprawie Tomasza Komendy. Przez trzy lata nie można było znaleźć sprawcy lub sprawców. Były duże naciski ze strony ówczesnego ministra sprawiedliwości na zakończenie sprawy i w ten sposób padło na Komendę. Gdyby staranniej przeprowadzono postępowanie przygotowawcze i sądowe, to już wtedy można było wykazać, że nie on jest sprawcą tego przestępstwa.

Zdarzają się także samooskarżenia – ktoś chce wziąć winę na siebie, żeby uchronić inne osoby przed odpowiedzialnością karną. W efekcie ukarany zostaje ktoś, kto sprawcą nie jest, choć sąd dał mu wiarę i wydał wyrok skazujący. Przyczyn jest więc sporo i wszystko wskazuje na to, że pomyłki były, są i będą.

Czy trudno jest wywalczyć pieniądze za niesłusznie odebraną wolność?

To skomplikowane sprawy. Czym innym jest zadośćuczynienie, a czym innym odszkodowanie w takich sprawach. W przypadku walki o to ostatnie trzeba wykazać, jakie prawdopodobnie straty poniósł podejrzany, skazany czy oskarżony, bo na każdym z etapów postępowania – zatrzymania, aresztowania i skazania – może dojść do błędu. Nie ma żadnych kryteriów, które mówiłyby o tym, czym należy się kierować przy obliczaniu konkretnych kwot. Trzeba więc wyliczyć i uwiarygodnić prawdopodobną sumę, którą ktoś stracił, przebywając w zakładzie karnym czy areszcie tymczasowym zamiast na wolności. Jeżeli chodzi o zadośćuczynienie, to należy wykazać, jakie straty fizyczne i moralne poniosła dana osoba. To jednak cały czas jest kwestia umowna i każdy przypadek jest bardzo indywidualnie traktowany, zarówno przez pełnomocnika, jak i sąd.

Panie Profesorze, udało się Panu wywalczyć do tej pory najwyższą kwotę odszkodowania i zadośćuczynienia – w sumie blisko 13 mln zł – dla Tomasza Komendy. Od czego zależała jej rekordowa wysokość?

W sprawie o odszkodowanie obliczyliśmy, ile Tomasz Komenda przez 18 lat mógłby zarobić, pracując. Przed pozbawieniem wolności miał stałą pracę. Pracował w myjni samochodowej i był cenionym pracownikiem. Wyliczyliśmy więc, ile wyniosłoby rewaloryzowane wynagrodzenie w tym miejscu przez 18 lat. Wyszło wówczas, jak pamiętam, ponad 811 tys. zł.

Jeżeli natomiast chodzi o kwotę zadośćuczynienia, to jej wysokość była bardzo trudna do ustalenia. Musieliśmy przeanalizować wszystkie zdarzenia, które spotkały go w więzieniu, jak był tam traktowany przez służbę więzienną i współwięźniów, w jakich warunkach przebywał. Dziś już wiemy, że był bardzo źle traktowany, wręcz tragicznie. Sam mówił, że w więzieniu karaluch miał lepiej niż on. Nawet film nie oddał tego w całości. Sam Komenda w rozmowie z nami też nie o wszystkim chciał mówić, nie chciał do tego wracać. Z tego powodu to postępowanie było szczególnie trudne.

W tej sprawie posłużyłem się pewnym wzorcem amerykańskim. Przeczytałem w internecie, że dwóch sprawców, skazanych za zabójstwo, po 12 latach pobytu w więzieniu zostało uniewinnionych. Wypłacono im po milionie dol. odszkodowania za każdy rok pobytu w zakładzie karnym. Uznałem więc, że skoro tam pojawia się milion dol. za rok, to, zachowując proporcje, u nas powinien być to milion złotych za każdy rok. I o taką kwotę wystąpiliśmy. Nie do końca się udało, bo Tomasz Komenda nie zawsze nam pomagał swoim zachowaniem. Nie chciał wracać do więziennej przeszłości. Chciał, żeby ta sprawa się szybko zakończyła, więc nie wszystko, co chcieliśmy wykazać przed sądem, udało nam się udowodnić. W szczególności chodziło o pogorszenie jego stanu zdrowia, ale klient nie chciał się poddać szczegółowym badaniom, więc się nie udało.

Czy są takie okoliczności, których nie da się udowodnić przed sądem?

Oczywiście. Nie da się w sposób absolutny wykazać, ile pokrzywdzony by zarobił, gdyby pracował, bo przecież nie wiadomo, czy nie zostałby zwolniony albo nie przeniósłby się do gorszej, gorzej płatnej pracy itd. To, o co się wnioskuje, polega jedynie na uprawdopodobnieniu takich okoliczności. W przypadku dolegliwości fizycznych i psychicznych sukces pokrzywdzonego w dużej mierze zależy od wrażliwości sędziego, który orzeka w sprawie. Jeden może uznać, że to, o czym słyszy, było rzeczywiście bardzo poważną dolegliwością, w szczególności psychiczną. Drugi z kolei powie: sam doświadczyłem w życiu różnych historii, więc to, o czym słyszę, nie jest aż tak tragiczne.

Trzeba też pamiętać, że o odszkodowanie i zadośćuczynienie występuje się zazwyczaj w poważniejszych sprawach. Sama kwestia wznowienia postępowania po niesłusznym skazaniu, które jest konieczne do ubiegania się o pieniądze, jest bardzo skomplikowana. Najpierw trzeba postępowanie wznowić, znaleźć przyczynek dla wznowienia. To nie zawsze kończy się uniewinnieniem. Zdarzają się drobniejsze sprawy, na przykład gdy ktoś został skazany za drobną kradzież, a później okazuje się, że sprawcą był ktoś inny. Rzadko się zdarza, żeby prokuratura wystąpiła z wnioskiem o wznowienie postępowania. A nawet jeżeli to zrobi lub z takim wnioskiem wystąpi pokrzywdzony, sądy raczej niechętnie takie postępowania wznawiają.

W staraniach o odszkodowanie i zadośćuczynienie bardziej aktywny i zdeterminowany jest sam pokrzywdzony czy jego najbliżsi?

Zazwyczaj sam pokrzywdzony. Zdarza się, że rodzina go namawia i wspiera, ale ostateczny ruch należy do niego. Tak było na przykład w przypadku Tomasza Komendy. Rodzina bardzo mocno go wspierała, a ostatecznie okazało się, że nawet całkiem duże pieniądze nie przyniosły szczęścia ani jemu, ani jego rodzinie.

Czytaj więcej

Niemiecki sąd skazał go na dożywocie. Żurek chce ułaskawienia

W ostatnich dniach media informują o kolejnym przypadku wieloletniej odsiadki osoby niewinnej. Piotr Pytel został skazany za zabójstwo na dożywocie przez niemiecki sąd, ale karę odbywał w Polsce. Czy za błąd sądu zapłaci polski czy niemiecki podatnik?

To bardzo skomplikowany przypadek. Mężczyzna odbył już ponad 20 lat kary, ale został skazany przez niemiecki sąd. Ten dwukrotnie odmówił polskiej prokuraturze wznowienia postępowania. W Polsce mężczyzna jedynie odbywał karę na zasadzie porozumienia i przepisów unijnych, które taką możliwość dopuszczają. Moim zdaniem więc nawet jeśli by chciał, przed polskim sądem nie może dochodzić swoich roszczeń za niesłuszne skazanie. Jeśli nosiłby się z takim zamiarem, to przede wszystkim musiałby wystąpić do sądu niemieckiego o wznowienie postępowania w jego sprawie. Jak jednak widać, sąd niemiecki nie bardzo chce się przyznać do pomyłki i do skazania osoby niewinnej. Nie byłaby to więc prosta sprawa.