Minął rok od wejścia w życie nowej definicji przestępstwa zgwałcenia. Przeciwnicy tych zmian przepowiadali, że sądy może zalać fala fałszywych oskarżeń o gwałt, a mężczyźni będą zabezpieczać się podpisywaniem umów na odbycie stosunku seksualnego czy zawieraniem zgody na seks u notariusza. Czy sprawdziły się te przepowiednie?

Oczywiście te kuriozalne obawy nie sprawdziły się i były na wyrost. Ze statystyk, które posiadają organizacje pozarządowe wynika, że liczba wszczętych postępowań i zgłoszonych zawiadomień w sprawie przestępstwa zgwałcenia spadła, a nie lawinowo wzrosła. Dane te pokazują, że zmiana prawa nie przyczyniła się do wzrostu liczby stwierdzonych przestępstw w pierwszym roku jej obowiązywania.

Czytaj więcej

Weszła w życie nowa definicja zgwałcenia. Dotychczasowa pochodziła z 1932 r.

Jest pani współautorką nowelizacji kodeksu karnego, zgodnie z którą brak zgody na obcowanie płciowe, a nie jak wcześniej widoczne stawianie oporu, ma decydować o uznaniu, czy doszło do gwałtu. Czy po wejściu w życie tych zmian poprawiła się sytuacja osób pokrzywdzonych tym przestępstwem?

I tak, i nie. Stwierdzam to na podstawie swojego doświadczenia zawodowego, czyli prowadzonych w ostatnim czasie spraw i rozmów z osobami, które się do mnie zgłaszają. Były to wyjątkowo trudne przypadki, do których organy ścigania podchodziły wyjątkowo profesjonalnie. Ze sposobu podejmowanych przez nie czynności wynika, że funkcjonariusze mają doskonałą znajomość zmiany przepisów w sprawie zgwałcenia. Świadczyło o tym chociażby natychmiastowe przerwanie przesłuchania w momencie, gdy dowiedzieli się, że w sprawie chodzić może o zgwałcenie. Przypomnę, że czynności przesłuchania w przypadku podejrzenia popełnienia tego przestępstwa są prowadzone przez sędziego.

Czyli nowelizacja zmieniła podejście organów ścigania?

Tak, przynajmniej w moim regionie. Po sposobie prowadzenia postępowania w tej sprawie widać, że prowadzący je prokuratorzy i policjanci znają nowe procedury. Co więcej, w rozmowie z pokrzywdzoną przestępstwem zgwałcenia prokurator informował ze szczegółami o przysługujących jej prawach i możliwości uzyskania pomocy.

A co z sędziami? Czy nowelizacja doprowadziła do poprawy sytuacji zgwałconych kobiet przed sądem?

Niestety mam wiele do zarzucenia sędziom i nie jestem odosobniona w tej opinii. Z przykrością stwierdzam, że są problemy w dostosowaniu się części sędziów do zmiany prawa. Zdarza się, że przesłuchania są prowadzone przez nich nieprofesjonalnie, bo z wykorzystaniem narzędzi stosowanych do poprzedniego stanu prawnego, a ta czynność w przypadku jednokrotnego przesłuchania osoby pokrzywdzonej decyduje o tym, czy akt oskarżenia trafi potem do sądu. W sprawie mojej klientki, o której wspomniałam, przesłuchanie prowadził sędzia, który zadawał stygmatyzujące pytania. Czynność ta była prowadzona w taki sposób, jakby nic się w prawie nie zmieniło. Sąd dociekał, czy była przemoc, czy była groźba bezprawna i czy był podstęp. Nie interesowało sędziego za to, czy była zgoda pokrzywdzonej. Moja klientka nie była w stanie udźwignąć ciężaru tego przesłuchania, tym bardziej, że zapewniałam ją, iż po reformie przepisów takich pytań już nie będzie. Po czasie okazało się, że sędzia ten nie przeszedł nieobowiązkowego szkolenia ze zmian w procedurze karnej. A obowiązkowe szkolenia dla sędziów powinny być podstawą w tej sytuacji. Bez tego reforma nie zadziała.

Z danych policyjnych udostępnionych przez fundację Feminoteka wynika, że statystyki niemalże się nie zmieniły. W 2024 r. stwierdzono przestępstwo w 42 proc. wszczętych postępowań w sprawach o zgwałcenie, a w 2025 r. w 43 proc. spraw. Co pani na to?

Uważam, że rok to jeszcze za krótko, żeby wydawać kategoryczne opinie. Liczby te można różnie oceniać. Może być tak, że podniosła się nieco świadomość społeczna, w konsekwencji czego dochodzi do mniejszej liczby naruszeń sfery seksualnej. To zasługa głównie mediów, które obszernie informowały o zmianie definicji zgwałcenia. Podejrzewam też, że osoby pokrzywdzone tym przestępstwem nadal nie czują się bezpiecznie, słusznie obawiając się wtórnej wiktymizacji, a także braku poszanowania ich godności oraz ochrony ich interesów. Nie było bowiem żadnej państwowej kampanii, która informowałaby pokrzywdzonych o ich nowych prawach. Nie ma też żadnych państwowych placówek czy podmiotów, które niosłyby pomoc ofiarom zgwałcenia. Nadal nie ma bowiem żadnych przepisów wykonawczych, które prowadziłyby do pełnej implementacji konwencji stambulskiej w tej sprawie.

Co ma pani na myśli?

Jestem wściekła, że po roku od reformy kodeksu karnego nie ma przepisów wykonawczych, które ustanawiałyby realne wsparcie, ochronę i pomoc pokrzywdzonym. Państwo zawiodło w tej sprawie, nie zrobiło nic, by realnie pomóc ofiarom przestępstw seksualnych. Pokrzywdzeni nadal mogą liczyć jedynie na pomoc organizacji pozarządowych.

Czytaj więcej

Gwałt i zabójstwo młodej Białorusinki w centrum stolicy. Dorian S. usłyszał wyrok

Przed rokiem wskazywała pani, że większość zgwałconych kobiet nie zgłasza tego przestępstwa na policję uważając, że to nie ma sensu. Czy coś się zmieniło w podejściu samych ofiar?

Pokrzywdzone kobiety nabrały chyba trochę więcej odwagi. Wiele z nich skłoniło się do tego, żeby dochodzić sprawiedliwości. Po wejściu w życie nowelizacji odbyłam wiele spotkań z osobami, które rozważały, czy zgłosić zgwałcenie, czy nie. A były to sprawy bardzo wrażliwe, jak chociażby gwałty małżeńskie. Uważam, że zmiana prawa ośmieliła je i dodała im odwagi.

Czy oznacza to, że więcej kobiet zawiadamia o zgwałceniu i domaga się ścigania sprawcy?

Niestety nadal większość kobiet, które doświadczyły gwałtów nie zgłasza tego do organów ścigania. Z informacji Niebieskiej Linii wynika, że tylko niewielka część dzwoniących tam osób decyduje się na zawiadomienie w tej sprawie. Jest tak dlatego, że państwo nie chroni ofiar w sposób należyty. Niestety sama zamiana prawa niewiele da, musi zostać obudowana odpowiednimi narzędziami do jej egzekwowania.

Czuję w pani głosie dużo goryczy wobec państwa.

Rzeczywiście, jestem rozgoryczona, ponieważ państwo polskie zawodzi w sprawie ochrony osób pokrzywdzonych zgwałceniem. Pomimo że jesteśmy stroną konwencji stambulskiej, nie wdrożono wszystkich mechanizmów nakładających na państwo obowiązek opieki i wsparcia ofiar przestępstw seksualnych.

Co zatem powinno się jeszcze zmienić?

Należy przede wszystkim przeprowadzić szeroką kampanię społeczną, która uświadomi osobom pokrzywdzonym przestępstwem zgwałcenia, jakie mają prawa i poinformuje, gdzie można otrzymać odpowiednią pomoc i wsparcie. Niezbędne jest też przeprowadzenie szkoleń ze stosowania nowych przepisów, które objęłyby wszystkich sędziów orzekających w sprawach dotyczących przestępstw seksualnych. Tutaj bowiem widać jeszcze duże braki. Wreszcie w każdym województwie powinny powstać punkty pomocy dla tych osób. Niestety jesteśmy na początku drogi do wdrożenia odpowiednich standardów ochrony osób pokrzywdzonych przemocą seksualną.

Danuta Wawrowska jest adwokatką i współautorką zmian projektu nowelizującego definicję zgwałcenia.

Czytaj więcej

Adwokat: Zgwałcona Liza nie krzyczała. Oprawca mógłby uniknąć kary