Mężczyzna został skazany za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Aktor przyznał się do winy, miał złożyć obszerne wyjaśnienia i współpracować z organami ścigania na każdym etapie prowadzonego postępowania. Fakt ten miał stanowić okoliczność łagodzącą zdaniem obrońców Jerzego Stuhra. Co więcej sprawca wyraził skruchę oraz przeprosił za swój czyn w opublikowanym oświadczeniu.
Artysta miał określić tę sytuację "najgorszą w moim życiu decyzją o prowadzeniu samochodu".
Czytaj więcej
"Deklaruję pełną współpracę z organami powołanymi do wyjaśnienia wczorajszego incydentu" - oświadczył Jerzy Stuhr. Jak donosiły media, w poniedział...
Kilka miesięcy od tych wydarzeń aktor ponownie się do nich odniósł - w udzielanych mediom wywiadach Stuhr przekazał iż czuję się niewinny, bo skończyło się na kolizji, "Tak naprawdę nic nie zrobiłem, więc wewnętrznie jestem kompletnie czysty.", przekazał.
76-latek przyznał również, że denerwować miało go podejście prokuratury, która dążyła do coraz wyższych kar w pierwszej i drugiej instancji - Pan Ziobro ścigał pół roku. Powiedzieli, że będą to robić do końca, a ja się zastanawiam: po co? To wręcz filmowa sytuacja, ale chciałbym, żeby już się skończyła, powiedział w rozmowie z Plejadą.
W rozmowach wskazał również, że po wypadku musiał mierzyć się różnymi szykanami oraz hejtem, które miały być niewspółmierne do popełnionego czynu - Bolało mnie, że byłem opluwany w gazetach, przedstawiany jako wyklęty, a przecież nikomu nic nie zrobiłem. Po tym jak sąd wskazał w wyroku, że obrażenia motocyklisty nie wymagały dłuższego pobytu szpitalu oraz zwolnienia, a sprawca nie uciekł z miejsca wypadku, Jerzy Stuhr ocenił, że wszystko "okazalo się kompletną błahostką, bo nikomu nic poważnego się nie stało".
Aktor zapowiedział również opublikowanie swoich pamiętników, w których opisze wypadek ze swojej perspektywy.