Zimowe ferie zachęcają do wielu aktywności. Często rodzice próbują mnożyć atrakcje dzieciom, nie bacząc na ich bezpieczeństwo.
Jedną z nich jest ciągnięcie przez jadący samochód przywiązanych sanek z małymi pasażerami. Taka zabawa może mieć bardzo poważne konsekwencje. Warto też pamiętać, że samochodowy kulig jest nielegalny. Przepisy ustawy–Prawo o ruchu drogowym nie pozostawiają wątpliwości, że na drogach publicznych zabronione jest ciągnięcie za pojazdem m.in. osoby na sankach, nartach, rolkach czy hulajnodze. Kierowca może zostać za to ukarany mandatem i punktami karnymi, a jeśli sprawa trafi do sądu, skutki łamania prawa mogą być jeszcze poważniejsze.
Czytaj więcej
Za jazdę po drodze publicznej kierujący kuligiem może zapłacić do 500 zł mandatu i otrzymać 6 punktów karnych.
Konsekwencje prawne organizacji samego kuligu to jedno, ale kiedy podczas niego dojdzie do wypadku, skutki niebezpiecznych zabaw na drodze mogą być o wiele gorsze, bo ryzykujemy zdrowie i życie nie tylko uczestników, ale i osób postronnych.
Kuligi za samochodem są zagrożeniem również wtedy, gdy odbywają się na drogach polnych i leśnych. Wystarczy chwila nieuwagi, zbyt duża prędkość czy niewidoczne pod śniegiem nierówności i taki kulig może skończyć się tragedią.
– Często prędkość samochodu bywa zbyt duża. A to jest szczególnie groźne, gdy zajdzie konieczność nagłego hamowania, ponieważ osoby na sankach nie mają kontroli nad swoim urządzeniem i rozpędzone wbiją się w tył auta – mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Łukasik, instruktor nauki jazdy i biegły w sprawach wypadków drogowych.
Dużym zagrożeniem są również zakręty, gdy sanki mogą po prostu wypaść z drogi i uderzyć w drzewo, co nawet przy niskiej prędkości może być tragiczne w skutkach. Do niebezpiecznej sytuacji może dojść także wtedy, gdy sanki trafią na przykład na kamień, wystający konar lub dziurę. Osoby ciągnięte na sankach za samochodem narażone są też na wdychanie spalin z rury wydechowej.
Zgodnie z policyjnym „cennikiem" za takie zachowanie grozi do 500 zł grzywny i 6 punktów karnych. W niektórych sytuacjach na mandacie może się nie skończyć, bo, jak mówi kodeks drogowy „w razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 przez osobę prowadzącą pojazd można orzec zakaz prowadzenia pojazdów". Jeżeli więc policjant uzna, że kierujący stworzył zagrożenie, może zatrzymać jego prawo jazdy. W takiej sytuacji o dalszych losach zatrzymanego zadecyduje sąd.
A co grozi za driftowanie? Zgodnie z taryfikatorem mandatów za „używanie pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu osoby znajdującej się w pojeździe lub poza nim" policjant może ukarać mandatem w wysokości 200 zł (bez punktów karnych). Prawo o ruchu drogowym mówi natomiast (art. 19), że „kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem (...)".
Gdy policja złapie nas na driftowaniu pod marketem, możemy się spodziewać, że podciągnie to właśnie pod ten paragraf.