W ostatnich dniach, gdy rozeszły się wieści o upadku kancelarii Weil, Gotshal & Manges, przebywał pan w Stanach Zjednoczonych. Co się mówi wśród amerykańskich prawników o końcu wielkiej firmy ze stuletnią tradycją?

Jestem zaskoczony, ale nie zszokowany. Już od jakiegoś czasu były sygnały, że jej partnerzy planują się rozejść. To kancelaria ze znakomitą reputacją. Weil to silna marka, jednak w relacjach prawnika z klientem najważniejsza nie jest marka, ale wzajemne zaufanie. Oczywiście silna marka też buduje zaufanie. Gdy jesteśmy w kraju, do którego kuchni nie mamy zaufania, to gdy zobaczymy restaurację McDonald’s – oczywiście ją wybierzemy, bo ufamy marce. Chyba że lubimy ryzykowne przygody.

W kancelarii prawniczej jednak nawet znana marka reprezentuje konkretnych ludzi. To oni są ostateczną gwarancją dobrej jakości usług. Oczywiście firma o takiej renomie stara się zwykle dobierać najlepszych ludzi. W tym przypadku prawnicy z kierownictwa firmy, którzy byli jej siłą sprawczą, tak zwanymi rainmakerami, zdecydowali się odejść wraz ze swoimi zespołami do innych firm prawniczych. Za nimi zapewne pójdą klienci, którzy ufają bardziej tym ludziom, niż marce. Tu, w USA, mówi się dużo właśnie o tym aspekcie rozpadu: zaufanie do konkretnych prawników mogło być silniejsze od zaufania do marki.

Czytaj więcej

Święto prawników, kancelarii i „Rzeczpospolitej”

Rainmaker to dosłownie ten, który wywołuje deszcz. Konkretnie: ten, który ma siłę sprawczą. A co z pozostałymi prawnikami w takiej rozpadającej się firmie?

W naszym środowisku nieformalnie i trochę żartobliwie dzielimy prawników na trzy grupy: finders, minders i grinders. Findersi (ang. to find – znajdować), zwani też rainmakerami, pozyskują klientów. Mindersi (ang. mind – umysł) to ci, którzy nadzorują prowadzenie poszczególnych zleceń dla klientów, są menedżerami. Grindersi (ang. grinder – szlifierka) to ci, którzy rzeczywiście wykonują tę pracę. I nawet jeśli firma zatrudnia setki prawników, to klienci ufają przede wszystkim tym pierwszym, findersom, czyli rainmakerom. Jeśli taki rainmaker odejdzie z firmy, zwykle zabiera ze sobą mindersów. Grindersów już niekoniecznie, ale takich prawników można w nowym miejscu łatwiej zastąpić. Firma bez findersów i mindersów pozostaje bardzo osłabiona. Nawet jeśli pozostanie mnóstwo grindersów, to są oni dla firmy raczej kosztem, a nie źródłem przychodów. Sama mocna marka wtedy nie wystarczy. I tak prawdopodobnie stało się z Weilem.

A może to ci rainmakerzy stracili zaufanie do swojej marki? Może nie mieli wspólnej wizji działania firmy?

Nie wiem, jak było z ich zaufaniem do tej marki. Prawdopodobnie każdy z odchodzących partnerów miał swoje motywacje do odejścia. A co do wspólnej wizji – rzeczywiście mogły tu być różnice. Mogła być jeszcze jedna przyczyna, która jest utrapieniem dużych firm. Są to duże koszty wynikające z zarządzania dużym organizmem. Duże firmy wynajmują biura w prestiżowych lokalizacjach, w centrach wielkich miast, a to kosztuje. Oczywiście ma to również odzwierciedlenie w cenach usług, ale każdy z kluczowych partnerów chciałby, aby na niego przypadało tych kosztów jak najmniej i aby mógł zaoferować klientom atrakcyjne ceny.

Czytaj więcej

24. Ranking Kancelarii Prawniczych „Rzeczpospolitej”. Oto zwycięzcy

Mogło być jeszcze inaczej. Ogromna międzynarodowa kancelaria Dewey Ballantine, która upadła kilkanaście lat temu, miała 100 mln dol. długów wobec systemu emerytalnego, a jej partnerzy woleli odejść, niż pokryć to zadłużenie. W Weilu też mogło pójść o pieniądze, i to duże, związane z samym funkcjonowaniem firmy.

Co mogą zrobić inne duże kancelarie, także polskie, aby uniknąć rozpadu?

Dobre pytanie, choć pewnie nie ma na nie jednej odpowiedzi. Wiele tu zależy od ciągłej wielostronnej komunikacji między partnerami. Nawet jeśli partner zarządzający ma swoją wizję rozwoju firmy, to powinien ją konsultować z innymi partnerami, tak aby to była wizja jak najbardziej wspólna. Znam przypadek kancelarii, w której partner zarządzający uznał, że jej praktyka fuzji i przejęć nie ma perspektyw, więc przestał w nią inwestować. Zespół ten odszedł do innej kancelarii i tam okazał się całkiem dochodowy. Zawiodła zatem komunikacja.

Czy przypadek Weila oznacza zmierzch epoki wielkich firm prawniczych?

Trudno tu prorokować. Wiele zależy od tego, jak zachowają się klienci. Zwłaszcza od tego, czy będą chcieli nadal płacić wysokie rachunki za usługi największych firm. Te wysokie ceny biorą się z dużych kosztów funkcjonowania dużych firm. Wiele mniejszych firm jest w stanie wykonać podobną usługę za mniejsze wynagrodzenie. Dotychczas bywało tak, że klient wielkiej międzynarodowej firmy prawniczej dzwonił do jej centrali np. w Chicago i pytał: czy wasze biuro w Warszawie będzie w stanie obsłużyć moją inwestycję w Polsce? Bo ufał znanej marce, rozpoznawalnej na całym świecie. Dziś taki klient często woli zapytać o opinię czat GPT. Poza tym, kadra zarządzająca polskich spółek należących do międzynarodowych koncernów to dziś w większości Polacy. Oni czasem mają już dobre relacje z polskimi kancelariami prawnymi i są skłonni wybierać te polskie. Oczywiście nie zawsze, bo gdy się prowadzi wielkie międzynarodowe transakcje, to przydaje się zasięg i doświadczenie kancelarii międzynarodowej.

Czytaj więcej

24. Ranking Kancelarii Prawniczych „Rzeczpospolitej”. Oto zwycięzcy

Pytam o to, bo choćby z rankingu „Rzeczpospolitej” widać, że największe firmy na polskim rynku przestały zwiększać zatrudnienie. Oficjalnie mówią, że stają się bardziej efektywne, mniej oficjalnie – że część pracy robi za prawników sztuczna inteligencja i ograniczają rekrutację.

To wszystko prawda. Choć może nie przesadzałbym z tym zastępowaniem ludzi przez AI. To kolejny z wielu wynalazków ułatwiających nam pracę. Kiedyś, żeby sprawdzić wpisy w Krajowym Rejestrze Sądowym, trzeba było posłać tam aplikanta, który spędzał tam długie godziny. Dziś można to samo sprawdzić w kilka sekund przez komputer. Ale to nie znaczy, że nie powinniśmy zatrudniać młodych prawników. Wręcz przeciwnie, powinniśmy ich uczyć, jak weryfikować wyniki pracy sztucznej inteligencji. Amerykańskie sądy są bezlitosne dla prawników, którzy zanadto ufają AI i powtarzają jej halucynacje np. co do orzecznictwa sądowego.

Czy klienci upadającej firmy prawniczej takiej jak Weil mają gwarancję, że ich sprawy zostaną doprowadzone do końca?

Z tego, co wiem, to w przypadku Weila proces wygaszenia firmy jest rozłożony na kilka miesięcy, więc te zlecenia, które trwają, zapewne będą dokończone. Zresztą w takim przypadku nikomu się nie opłaca zostawiać klientów z niedokończonymi sprawami. Decydują o tym też względy biznesowe – wynagrodzenie można zainkasować tylko za wykonaną do końca pracę. Wreszcie są reguły etyczne, zresztą nie tylko w USA. One też nakazują prawnikom dbać o interesy klienta do końca.

Z tego, co wiem, to w przypadku Weila proces wygaszenia firmy jest rozłożony na kilka miesięcy, więc te zlecenia, które trwają, zapewne będą dokończone. Zresztą w takim przypadku nikomu się nie opłaca zostawiać klientów z niedokończonymi sprawami. Decydują o tym też względy biznesowe – wynagrodzenie można zainkasować tylko za wykonaną do końca pracę. Wreszcie są reguły etyczne, zresztą nie tylko w USA. One też nakazują prawnikom dbać o interesy klienta do końca.