W czwartek Kaczyński ogłosił, że wobec niezadowolenia społecznego z faktu, iż ministrowie rządu Szydło otrzymywali nagrody osiągające w skali roku wysokość kilkudziesięciu tysięcy złotych, ministrowie przekażą otrzymane od premier w ramach nagród pieniądze na Caritas. Ministrowie mają czas do połowy maja na zwrot nagród.

Wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek zapowiedziała, że ci politycy, którzy nie przekażą nagród na Caritas, będą musieli liczyć się z konsekwencjami.

Sasin zapewnia jednak, że jest przekonany, iż wszyscy ministrowie oddadzą pieniądze otrzymane w formie nagród. - Byłem na spotkaniu, kiedy zapadła decyzja o zwrocie nagród. Nikt jej nie kwestionował, nikt nie zgłosił sprzeciwu wobec tej decyzji. Również wobec postanowienia, żeby pieniądze przekazać na Caritas - mówił w Radiu Zet Sasin. 

Poseł PiS był pytany o to, co z ministrami, którzy nie mają oszczędności w wysokości pozwalającej im na zwrot otrzymanych nagród (wskazano tu Mariusza Kamińskiego, z oświadczenia majątkowego którego wynika, że nie ma oszczędności", Sasin odparł: - Będzie musiał znaleźć, są banki, instytucje, gdzie można uzyskać pożyczki.

Z kolei jeśli chodzi o nagrody dla byłej minister cyfryzacji, Anny Streżyńskiej, która po odejściu z rządu nie ma już związków z obozem rządzącym, Sasin stwierdził, iż "to pozostaje w jej sumieniu".

Jednocześnie Sasin stwierdził, że "w naszym odczuciu, odczuciu premier Szydło nagrody się należały". - (Szydło) miała głębokie przekonanie co do tego i bardzo dobrze oceniała pracę ministrów - dodał.

Sasin zapewnił jednocześnie, że decyzja ws. nagród nie miała związku z atakami opozycji na PiS a efektem "analiz rozmów prowadzonych ze zwykłymi obywatelami".