Partia Postępu, mniejszościowy partner w koalicji rządzącej (tworzy rząd z Partią Konserwatywną i liberałami), chciałaby doprowadzić do likwidacji podatku od nieruchomości - wyjaśniła polityk tego ugrupowania, Helge André Njastad, w rozmowie z dziennikiem "VG".

Jednak dopóki ten podatek istnieje, jak wyjaśnia Njastad, jej partia chciałaby, aby posiadacze domów letniskowych, którzy zasilają swoimi podatkami lokalny budżet, mieli wpływ na sytuację w gminie, w której płacą podatki - co miałby umożliwić im dodatkowy głos, który mogliby oddać w wyborach.

- Podatek od nieruchomości w odniesieniu do domów letniskowych jest szczególnie złym rozwiązaniem. Ci, którzy płacą od nich podatek, nie mają wpływu na sytuację polityczną w gminach, w których go płacą - ubolewała Njastad.

Obecny rząd Norwegii ma obniżyć maksymalną wysokość podatku od nieruchomości - co Partia Postępu zagwarantowała sobie w umowie koalicyjnej. Koalicja nie ma jednak większości w parlamencie, więc będzie musiała szukać poparcia dla tej propozycji wśród ugrupowań opozycyjnych.

Pomysł, by posiadacz domku letniskowego miał dwa głosy w wyborach lider opozycyjnej Socjalistycznej Partii Lewicy (SV) Audun Lysbakken określił mianem "XIX-wiecznego".

- To coś nowego, że Partia Postępu szuka nowych pomysłów cofając się do XIX wieku - kpił Lysbakken w rozmowie z "VG". Polityk dodał, że propozycja nawiązuje do czasów, gdy prawa wyborcze były zależne od wielkości posiadanego majątku.

- To szalona propozycja. W istocie proponuje się nam, aby osoby, które stać na domek letniskowy miały więcej do powiedzenia w naszej demokracji - ocenił polityk.