Mowa o książce Marcina Dzierżanowskiego i Anny Gielewskiej, która jutro ma swoją premierę.

Antoni Macierewicz twierdzi, że w książce opublikowane zostały zapisy z podsłuchu, jaki został założony w mieszkaniu Macierewiczów w latach 70.

Cytowane w książce rozmowy mają dotyczyć wyłącznie spraw prywatnych małżeństwa.

Macierewicz zarzuca autorom, że celem zamieszczenia tych zapisów jest uderzenie w jego żonę, Hannę Natorę-Macierewicz.

- Można różne rzeczy pisać o mnie - jestem osobą publiczną i mam narzędzia, żeby poradzić sobie z kłamstwami. Ale tutaj w sposób brutalny i absolutnie skandaliczny zaatakowano moją żonę - mówił Macierewicz.  

 Były szef MON przypomniał, że jego żona pół roku przesiedziała w więzieniu - "wyłącznie za to, że była moją żoną", jak mówił.

- Była najbardziej prześladowana kobietą spośród internowanych, bo najdłużej siedzącą kobietą, której dziecko zostało samo, bo oboje siedzieliśmy w więzieniu - mówił Antoni Macierewicz. -  Nigdy Ci ludzie się do mojej żony nie zgłosili, nigdy o nic nie zapytali, opublikowali esbeckie podsłuchy dotyczące wyłącznie spraw prywatnych mojej żony wyłącznie po to, by w nią uderzyć. To podłość - ocenił polityk, podkreślając, że to sprawa, która najgłębiej dotyka tego, co nazywane jest etyką dziennikarską.

- W ciągu ubiegłych 28 lat nikt nie wpadł na pomysł, by zaatakować niewinną osobę niemającą nic wspólnego z polityką, by zaatakować żonę po to, żeby uderzyć w męża - mówił Macierewicz.

Poseł PiS stwierdził, że czeka, jak na tę książkę zareaguje środowisko dziennikarskie - "jeśli w Polsce w ogóle istnieje jakieś środowisko dziennikarskie". 

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Polityk dodał, że książka "Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana" zawiera o nim "wyłącznie kłamstwa i pomówienia" i będzie "przedmiotem sprawy sądowej".