Rzeczpospolita: Jako członek Ruchu Palikota atakował pan SLD, oskarżał Leszka Millera o złamanie konstytucji w sprawie tajnych więzień CIA, twierdząc, że ówczesny szef SLD kłamał i naraził Polskę na atak terrorystów. Dzisiaj jest pan kandydatem SLD na prezydenta Warszawy.

Andrzej Rozenek: Ja poglądów nie zmieniłem. To Sojusz zmienił lidera. Wyszło na moje.

Ale SLD z więzień CIA wciąż się nie rozliczyło.

Nadal liczę, że osoby, które w sprawie więzień CIA złamały prawo, poniosą za to odpowiedzialność. To papierek lakmusowy demokracji.

Rację miał Jan Śpiewak, twierdząc, że Andrzej Celiński ma związki z gen. Marianem Robełkiem, zamieszanym – według niego – w tzw. aferę reprywatyzacyjną?

To był bezprzykładny atak na osobę o pięknej karcie życiowej, na kogoś, komu ludzie tacy jak pan Śpiewak zawdzięczają współczesną Polskę, demokrację i wolność. Nie dziwię się, że Andrzejowi Celińskiemu puściły nerwy. Jednak polityk pretendujący do tak ważnego stanowiska musi umieć trzymać język za za zębami i nie brutalizować debaty publicznej. Tak uznały władze warszawskie Sojuszu, to samo zresztą przyznał na Facebooku sam zainteresowany, przepraszając za nieparlamentarne słowa. Niestety, tej kultury zabrakło panu Śpiewakowi, który nadal Andrzeja Celińskiego nie przeprosił. Zobaczymy, czy wyborcy w Warszawie życzą sobie tak prowadzonej kampanii, czy chwyty w stylu „dziadka z Wehrmachtu” im się spodobają.

Celiński stracił rekomendację SLD na prezydenta Warszawy za przekleństwo, a pan sam zarzucał obłudę redaktorowi Janowi Wróblowi w Radiu TOK FM, który oburzał się na zespół KSU, bo lider kapeli przeklina.

Pozostaję fanem KSU i uważam, że zakląć, rzucić mięsem kapeli punkrockowej po prostu wypada.

Czy w walce o warszawski ratusz ma pan również poparcie Biało-Czerwonych, formacji, którą założył pan z Grzegorzem Napieralskim, dziś senatorem PO?

To był zryw, który zakończył się niepowodzeniem. Partia Biało-Czerwoni już nie istnieje. Zrozumiałem, że marzenia o stworzeniu nowej formacji w realiach polskiej polityki to mrzonki. W czasie gdy walczymy z takim zagrożeniem jak PiS, trzeba gromadzić się wokół najsilniejszych.

Na lewicy nie ma alternatywy dla SLD?

Na lewicy realną siłą jest tylko SLD. Ubolewam, że nie wszystkie środowiska lewicowe chcą współpracować, ale dzięki determinacji moich kolegów w skład komitetu SLD Lewica Razem wchodzą 24 podmioty: partie polityczne, stowarzyszenia, think tanki.

PO zwraca się w lewą stronę, jest Partia Razem, środowisko Jana Śpiewaka, Piotra Ikonowicza, Robert Biedroń ma swoje ambicje, a do tego PiS socjalnymi hasłami zagarnia część elektoratu lewicowego. Nie za duży ruch po lewej stronie?

Jest ruch, bo są liczni lewicowi wyborcy, którzy zasługują na godną i uczciwą reprezentację. Czy Grzegorz Schetyna się do tego nadaje? Wątpię. Gdy następnym razem wyjdzie mu z badań, że jest zapotrzebowanie na partię antyeuropejską albo nacjonalistyczno-katolicką, też dokona takiego zwrotu? Gdzie jest granica kompromitacji?

Chciałby pan w przyszłości koalicji rządowej SLD z PO, którą to również pan atakował?

Krytyka nie jest w polityce niczym złym. Nie chodzi o to, żeby sobie nawzajem słodzić, tylko o to, żeby dyskutować, różnić się, ale także szukać kompromisów. Jestem osobą, która potrafi rozmawiać z każdym, kto przedstawia racjonalne argumenty.

Dlaczego warszawiacy mieliby uwierzyć byłemu politykowi Ruchu Palikota, dziennikarzowi „Nie” Jerzego Urbana, obrońcy WSI, wcześniej atakującemu SLD, a dziś kandydującemu z list tego ugrupowania?

Bardzo wybiórcza ta charakterystyka.

Prawdziwa.

Wolałbym w tym kontekście podkreślić, że jestem tym politykiem, który w 2014 roku jako pierwszy publicznie wskazywał na aferę reprywatyzacyjną i jej ofiary, który wniósł skutecznie do Sejmu ustawę reprywatyzacyjną, który urodził się, mieszka i pracuje w warszawskiej aglomeracji od zawsze, który zna problemy i bolączki mieszkańców stolicy. Z Czerniakowa lepiej widać, co doskwiera warszawiakom, niż z Opola albo Krakowa. A co do obrony WSI, to przecież – tak samo jak z Millerem – wyszło na moje. Likwidacja WSI była skandalem i znacząco wpłynęła na osłabienie polskiej obronności. Praca w redakcji „Nie” jest swego rodzaju misją, co tydzień pomagamy obywatelom przebić się z tematami, które ich bolą, z którymi sobie nie radzą, a które inne media czasem chcą przemilczeć. Jestem z tego dumny, tak samo jak z tego, że dziś bronię emerytów mundurowych nazywanych „esbekami”, bo rządzący zastosowali wobec nich odpowiedzialność zbiorową i ukradli ich emerytury. Ustawa „dezubekizacyjna” spowodowała już 47 zgonów, a ofiary to funkcjonariusze Straży Granicznej, UOP, ABW, wywiadu i kontrwywiadu, pracownicy biur paszportowych albo zwykli policjanci. W tej sprawie też jestem przekonany o swoich racjach i wiem, że przyjdzie czas zapłaty, gdy winni tego staną przed niezawisłym sądem.

W poprzednich wyborach samorządowych po przegranej w pierwszej turze poparł pan Hannę Gronkiewicz-Waltz. Jeśli chce pan kontynuacji rządów obecnej prezydent w stolicy, to nie lepiej poprzeć Rafała Trzaskowskiego?

Jestem politykiem racjonalnym, który wie, co oznacza wybór mniejszego zła. Współodpowiedzialna za aferę reprywatyzacyjną prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz była złem, ale jeszcze większym złem dla Warszawy był, jest i będzie prezydent z PiS.

Sprawę reprywatyzacji naświetlił Patryk Jaki jako szef komisji weryfikacyjnej, dziś walczący o prezydenturę Warszawy jako kandydat Zjednoczonej Prawicy.

Pan Patryk Jaki cały swój pomysł na kampanię opiera na sejmowej komisji śledczej. Tymczasem ja uważam, że ta komisja jest niepotrzebna i działa bezprawnie. Sprawę reprywatyzacji powinny wyjaśnić przygotowane do tego organy państwa, czyli prokuratura i sądy. Jestem przekonany, że w Warszawie jest solidny materiał dowodowy na potężne śledztwo korupcyjne sięgające szczytów władzy. Komisja tylko rozmywa i oddala w czasie tę sprawę.

Co pan jako prezydent stolicy chciałby zrobić dla Warszawy?

Wkrótce przedstawię program. Zrobię to po konsultacjach z mieszkańcami i ekspertami. Ma to być merytoryczny, a nie populistyczny plan dla całej aglomeracji.