Prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen zapewniła, że Tajwan "nie ugnie się przed presją Chin", ostrzegła też, że działania Chin są "coraz bardziej poza kontrolą", a decyzja Salwadoru jest efektem działań Chin zmierzających do zwiększenia presji na Tajwan.
- Będziemy zwracać się do państw, z którymi dzielimy podobne wartości o wspólną walkę przeciwko coraz bardziej niekontrolowanemu zachowaniu Chin na arenie międzynarodowej - zapowiedziała prezydent Tajwanu.
A szef MSZ Tajwanu, Joseph Wu, oświadczył, że Tajpej nie zamierza angażować się "w rywalizację na pieniądze" z Chinami.
Dodał, że Salwador od zeszłego roku stale prosił o "duże wsparcie finansowe" na rozbudowę portu, ale Tajwan nie mógł pomóc w tym projekcie.
- Presja ze strony Chin sprawi, że będziemy jeszcze bardziej zdeterminowani, by podążać naszą ścieżką demokracji i wolności - podkreślił.
- Chińskie niegrzeczne i nierozsądne zachowanie z pewnością będzie miało negatywny wpływ na (nasze) relacje. Tak nie zachowuje się odpowiedzialne państwo - dodał.
Tymczasem prezydent Salwadoru, Sanchez Ceren, oświadczył, że środkowoamerykańskie państwo, które nawiązało relacje dyplomatyczne z Republika Chin w 1933 roku (Tajwan uważa się za jej sukcesora), będzie czerpało "wielkie korzyści" z relacji dyplomatycznych z Pekinem, która ma stworzyć przed tym państwem również "niezwykłe możliwości".
- Jesteśmy przekonani, że to jest krok we właściwą stronę, który współgra z zasadami prawa międzynarodowego - dodał.