Korespondencja z Nowego Jorku

Pierwsza kadencja Trumpa była burzliwa, naznaczona ciągłymi zmianami w rządzie. Rzecznicy prasowi odchodzili co kilka miesięcy. Doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego otwarcie się ze sobą spierali.

Pod tym względem do tej pory druga kadencja Trumpa była mniej chaotyczna, mimo krótkiej kariery politycznej Elona Muska oraz przeniesienia na niższe stanowisko w Straży Granicznej Gregory’ego Bovino, który zarządzał deportacjami.

Teraz jednak, zaczyna wyglądać, że nadchodzi koniec tej stabilności.

Pam Bondi była według Donalda Trumpa nieskuteczna 

W ubiegłym tygodniu pracę straciła prokurator generalna Stanów Zjednoczonych Pam Bondi. Zakończyła 14-miesięczną karierę w Departamencie Sprawiedliwości, pod dyktando Donalda Trumpa pozbawiła pracy dziesiątki doświadczonych prokuratorów, bo nie wykazywali lojalności wobec prezydenta.

Czytaj więcej

Prywatne porachunki czy sprawiedliwość? Donald Trump walczy z byłym szefem FBI

Inni odeszli z własnej woli, w miarę jak Bondi łamała instytucjonalne normy, przekształcając Departament Sprawiedliwości w narzędzie do rozliczania wrogów prezydenta.

W oczach Trumpa Bondi okazała się jednak mało skuteczna. Oskarżenia wobec byłego szefa FBI Jamesa Comeya oraz Letitii James, prokurator generalnej Nowego Jorku, zostały oddalone. Nie udało jej się przekonać sądu do postawienia w stan oskarżenia sześciorga demokratycznych członków Kongresu, a śledztwo w sprawie senatora Adama Schiffa nie doprowadziło do niczego. Nie dlatego, że Bondi była nieudolna. Forsowane przez Trumpa oskarżenia wobec tych osób były bezpodstawne.

Zadanie, które Trump powierzył Bondi, było nie do zrealizowania w opartym na Konstytucji systemie sądownictwa. Bondi naraziła się też prezydentowi oraz jego konserwatywnym zwolennikom tym, jak prowadziła sprawy dotyczące aktów Jeffrey’a Epsteina, przestępcy seksualnego, z którym przez lata Trump się przyjaźnił. To, że ostatecznie Departament Sprawiedliwości został zmuszony do ich publikacji, rozgłos, jaki akta Epsteina zyskały na długie miesiące, oraz to, jak podzieliły jego własną partię, wciąż doprowadzają prezydenta do frustracji. 

Pierwsza w tym roku była Kristi Noem 

Bondi jest drugą przedstawicielką administracji, która w ostatnich tygodniach straciła pracę. W marcu stanowiska sekretarz bezpieczeństwa narodowego pozbawiona została Kristi Noem. Noem stała się bohaterką negatywnych doniesień medialnych w związku z brutalnie przeprowadzanymi deportacjami oraz starciami, do których dochodziło między protestującymi a funkcjonariuszami straży granicznej w Minnesocie. W ich trakcie z rąk federalnych funkcjonariuszy zginęło dwoje Amerykanów.

Dodatkowo Noem podczas przesłuchania w Kongresie – zaledwie kilka dni przed zwolnieniem – powiedziała, że Trump zatwierdził kampanię reklamową o wartości 220 milionów dolarów promującą Departament Bezpieczeństwa Krajowego, co wywołało pytania ze strony republikańskich senatorów. Trump stwierdził, że nic o tej kampanii nie wiedział.

Czytaj więcej

Krucha republikańska większość w amerykańskim Kongresie

Lista potencjalnych kandydatów do zwolnienia z administracji Donalda Trumpa

Dwa zwolnienia w krótkim czasie wywołały pytania o to, kto będzie następny. – [W rządzie Trumpa] chodzi o osiąganie rezultatów oraz trzymanie się w cieniu. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo liczy się dla niego wizerunek – mówi w wywiadzie dla „The Hill” republikański senator z Luizjany John Kennedy, nawiązując do negatywnych komentarzy medialnych na temat Noem oraz pompatycznego wystąpienia przed kongresową komisją sądowniczą, po którym Bondi stała się pośmiewiskiem nawet wśród republikanów.

Na liście potencjalnych osób do zwolnienia komentatorzy wymieniają m.in. dyrektor wywiadu narodowego Tulsi Gabbard. Jak donoszą media, Trump w ostatnich tygodniach prywatnie pytał członków gabinetu, czy powinien ją zastąpić kimś innym. Gabbard, była demokratka, odmówiła skrytykowania Joe Kenta – byłego zastępcy ds. przeciwdziałania terroryzmowi, który argumentował, że Iran nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Sama również stroni od wyrażania poparcia dla tego konfliktu zbrojnego.

Inną osobą, na którą wskazują komentatorzy, jest szef FBI, Kash Patel. W ostatnich miesiącach naraził się Trumpowi, bo jest źródłem kontrowersji, np. związanych z jego e-mailami ujawnionymi przez grupę hakerską. Obecni i byli prokuratorzy wyrazili obawy, iż masowe zwolnienia agentów powiązanych ze śledztwami dotyczącymi Trumpa, przeprowadzone przez Patela, osłabiły działania kontrwywiadowcze.

Ponadto Patel, podobnie jak Bondi, znalazł się pod silną wewnętrzną presją w związku z podejściem administracji do sprawy Jeffreya Epsteina. W trakcie kampanii wyborczej Bondi, Patel i jego późniejszy zastępca Dan Bongino promowali teorie spiskowe dotyczące Epsteina, a w ubiegłym roku nagle poparli stanowisko administracji, że nie istniała „lista klientów” Epsteina i pod dyktando prezydenta dążyli do zamknięcia sprawy. Ta zmiana stanowiska wywołała napięcia wśród zwolenników prezydenta.

Spekulacje pojawiły się też na temat przyszłości innych członków gabinetu, w tym sekretarza handlu Howarda Lutnika, który wypadł z łask prezydenta, czy sekretarz pracy Lori Chavez-DeRemer, której zarzuca się spożywanie alkoholu w pracy, romans z podwładnym oraz zaniedbywanie obowiązków.

Czytaj więcej

Nowy skandal z udziałem szefa Pentagonu. Pete Hegseth do dymisji?

Kontrowersji od początku nie brakuje też wokół Pete’a Hegsetha, który jest najmniej wykwalifikowanym sekretarzem obrony w historii kraju. Inspektor generalny Pentagonu oraz eksperci wojskowi od miesięcy zgłaszają obawy dotyczące jego stylu zarządzania. Raport inspektora generalnego Pentagonu z grudnia wskazuje, że Hegseth mógł narazić amerykańskich żołnierzy na niebezpieczeństwo, gdy udostępnił tajne szczegóły operacji wojskowej w niezabezpieczonej aplikacji Signal przed atakami w Jemenie w marcu 2025 r. 

Hegseth krytykowany jest również za zatwierdzenie kontrowersyjnych uderzeń na przemytników narkotyków na Karaibach. Doniesienia o drugim uderzeniu, mającym na celu eliminację ocalałych, wywołały oburzenie ponad podziałami partyjnymi i skłoniły ekspertów prawnych do sugerowania zarzutów o zbrodnie wojenne.

Biały Dom: Najbardziej utalentowany i skuteczny gabinet w historii

Biały Dom regularnie dementuje przypuszczenia o przyszłych zwolnieniach. – Prezydent powołał najbardziej utalentowany i skuteczny gabinet w historii, który wspólnie osiągnął historyczne zwycięstwa w imieniu narodu amerykańskiego – napisał dyrektor ds. komunikacji Białego Domu Steven Cheung w oświadczeniu opublikowanym na portalu X.

Niemniej jednak nie jest niczym niezwykłym, że prezydent dokonuje zmian w gabinecie przed kluczowymi wyborami. I wydaje się, że właśnie tak jest w przypadku prezydenta Donalda Trumpa. Tym bardziej, że prezydent zmaga się z niskimi notowaniami, prowadzi bardzo niepopularną wojnę, która w krótkim czasie wywindowała ceny benzyny, a jego polityka handlowa od roku przyczynia się do inflacji. A przed nim listopadowe wybory połówkowe, w których republikanie walczą o utrzymanie swojej niewielkiej większości w Izbie Reprezentantów i Senacie.