Złożone w Sejmie wnioski o wotum nieufności dotyczą trzech ministrów: szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, wicepremiera i szefa MAP Jacka Sasina oraz szefa KPRM Michała Dworczyka.

- To pierwszy raz w historii Polski, kiedy Najwyższa Izba Kontroli, organ konstytucyjny, zarzuca premierowi i ministrom złamanie prawa - tłumaczył szef klubu PO Cezary Tomczyk.

- Mieliśmy do czynienia z gabinetowym zamachem stanu, który miał doprowadzić do przeprowadzenia w Polsce nielegalnych wyborów, do których na szczęście nie doszło, ale 100 mln złotych zostało bezpowrotnie zmarnowane - dodał.

Czytaj także:

NIK donosi na Morawieckiego, Dworczyka, Sasina i Kamińskiego

NIK zawiadamia prokuraturę. Sasin: Pogratulować logiki

KO chce dymisji Sasina, Kamińskiego i Dworczyka

Głosowanie nad wotum nieufności zaplanowane jest na najbliższe, środowe posiedzenie Sejmu. 

- Myślę że wszystko zostało w tej sprawie powiedziane. Działaliśmy tutaj jako cały rząd w stanie wyższej konieczności, konieczności zapewnienia Polakom wyboru głowy państwa w warunkach epidemii, bezpiecznego wyboru i takie działania rząd podjął w oparciu o obowiązujące prawo. Tutaj niezmiennie na tym stanowisku stoimy - powiedział w rozmowie z Polskim Radiem Jacek Sasin.

- Ten wniosek zawiera zawstydzające błędy. Chociażby wnioskodawcy przypisują mi nadzór nad Agencją Rezerw Materiałowych i próbują stawiać mi zarzuty o niewłaściwe przygotowanie tej agencji w czasie pandemii - tłumaczył wicepremier.

- Problem tylko w tym, że ta agencja mi nie podlega. Właściwie przez cały okres pandemii podlegała ministrowi klimatu, a obecnie KPRM, więc nawet wnioskodawcy się nie przyłożyli do tego, żeby sprawdzić w internecie, jaki jest podział kompetencji w rządzie - dodał.