Izraelski minister spraw zagranicznych Jair Lapid zareagował w charakterystyczny dla siebie sposób na przyjęcie w czwartek wieczorem przez Sejm poprawki do kodeksu prawa administracyjnego, która ogranicza do 30 lat możliwość podważenia decyzji własnościowych podjętych przez władze z rażącym naruszeniem prawa: impulsywnie. „Nie pierwszy raz Polska próbuje zaprzeczyć temu, co się stało w czasie Holokaustu. To prawo jest niemoralne i poważnie pogorszy stosunki między naszymi dwoma krajami. Żadne prawo nie zmieni historii. To jest hańba, która nie wymaże okrucieństw czy pamięci Zagłady".

Ani złotówki

Ale taka linia została przyjęta z oburzeniem nie tylko w Polsce. Nie podoba się ona też w żydowskiej diasporze. Gideon Taylor, dyrektor wykonawczy Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO), tłumaczy „Rz": „To nie jest spór o to, co się działo w Polsce w czasie okupacji. Polska była ofiarę nazistów i nikt tego nie głosi mocniej od nas. Teraz jednak mówimy o konfiskacie mienia ofiar Zagłady przez władze komunistyczne. Każdy kraj Unii podjął starania, aby choć w cząstkowej formie temu zadośćuczynić. Poza Polską. Do tej pory polskie władze wskazywały, że brak przepisów w tej sprawie w jakimś stopniu kompensuje możliwość upominania się przez pokrzywdzonych o swoją własność w sądach. Teraz i tę ścieżkę zamknięto".

Sebastian Rejak, p.o. dyrektora polskiego oddziału American Jewish Committee (AJC), mówi „Rz" wprost: „Jair Lapid ma pełną rację krytykując decyzję Sejmu, ale od szefa dyplomacji oczekuje się bardziej wyważonego języka. Taka reakcja nie ułatwia rozwiązania problemu. Miesza kwestie restytucji mienia z odpowiedzialnością za Zagładę. To wrzucanie do jednego kotła spraw, które nie mają ze sobą wiele wspólnego".

Sprawa wymknęła się już jednak spod kontroli. W piątek, zaraz po deklaracji Lapida, Mateusz Morawiecki oświadczył: „tak długo, jak będę premierem, Polska na pewno nie będzie płaciła za niemieckie zbrodnie. Ani złotówki, ani euro, ani dolara". Podobną logikę przyjął MSZ, który w specjalnym oświadczeniu stwierdził: „wypowiedzi (Izraela) wskazują na nieznajomość faktów i polskiego prawa. Polska nie ponosi żadnej odpowiedzialności za Holokaust, który był zbrodnią popełnioną przez okupantów niemieckich, m.in. na obywatelach polskich narodowości żydowskiej".

Dzień później jeszcze dalej poszła marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wciągając w spór Niemcy. „Działania podejmowane przez przedstawicielstwa dyplomatyczne obcych państw, mające na celu wywarcie wpływu na proces legislacyjny w Polsce, są głęboko nieuprawnione" – powiedziała. Ale wskazując na zainteresowanie Izraela i Ameryki losem ofiar nazistów uznała: „Chciałabym wierzyć, iż będziemy mogli liczyć na wsparcie tych sojuszników w zakresie dochodzenie od Niemiec roszczeń z tytułu polskich strat poniesionych w trakcie drugiej wojny światowej".

Wszystko to w coraz większym stopniu przypomina „dialog głuchych" z krajami, które do tej pory były zaliczane do najbliższych sojuszników Polski. Izraelskie źródła dyplomatyczne przyznają „Rz", że ani władze w Tel Awiwie, ani w Waszyngtonie nie były konsultowane w sprawie nowych przepisów. Wbrew radom marszałek Witek nasi izraelscy rozmówcy wskazują też: „Mamy nadzieję, że Senat lub prezydent zrobią to, co należy i zablokują te przepisy. Uważamy je za niesprawiedliwe wobec uratowanych z Holokaustu i ich potomków. Liczymy, że zostaną zmienione". Wskazują też oni na wyjątkowy przypadek ofiar Zagłady: „Nie można pomijać kontekstu historycznego. Holokaust był wyjątkowym wydarzeniem, w którym zamordowano 6 milionów Żydów, a własność wielu innych w całej Europie została rozgrabiona tylko dlatego, że byli Żydami. Te przepisy, które odmawiają ocalonym z Holokaustu i ich spadkobiercom ich praw, są niesprawiedliwe".

Wieczna plama

Sebastian Rejak sprawę widzi jednak inaczej. Wskazuje, że trzy czwarte osób upominających się o własność odebraną przez władze komunistyczne to obywatele RP, którzy nie mają żydowskiego pochodzenia. – Postrzeganie tej kwestii z punktu widzenia etnicznego czy religijnego jest więc błędne – wskazuje.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Zdaniem polskich władz nowe przepisy są niczym więcej jak wprowadzeniem w życie orzeczenia Trybunały Konstytucyjnego z 2015 r. Bez nich nie da się zapewnić bezpieczeństwa prawa. Ale Gideon Taylor widzi w tym błędne rozumowanie: „To niczego nie rozwiązuje, bo ta niesprawiedliwość będzie Polskę wiecznie prześladować, będzie plamą na wizerunku nowoczesnego i demokratycznego państwa, jakim chce być Polska". Jego zdaniem jedynym rozwiązaniem są rozłożone nawet na lata i zapewniające tylko cząstkową rekompensatę przepisy zapewniające zadośćuczynienie za przejęty przez państwo majątek".

Spór na starcie przekreśla możliwość przełamania zapaści w relacjach z Izraelem, jaka po latach chłodu za Beniamina Netanjahu pojawiła się wraz z utworzeniem nowego rządu przez Naftalego Bennetta. Podważa też pozytywną dynamikę, jaka mogła wytworzyć się po krótkim spotkaniu Joe Bidena z Andrzejem Dudą na szczycie NATO w Brukseli 16 czerwca. Była to przynajmniej po części reakcja na głośny wywiad dla „Rz" szefa MSZ Zbigniewa Raua, w którym wskazywał na zapaść w relacjach naszego kraju z Ameryką. Trudno będzie teraz ten sukces odbudować.