O odwołaniu Kierzek-Koperskiej słychać było od kilku tygodni, gdy na początku pandemii, bez konsultacji zdecydowała o zamknięciu lasów komunalnych.

Prezydent Jacek Jaśkowiak skrytykowął wówczas tę decyzję, zarzucając swojej zastępczyni brak kompetencji. Już wówczas zapowiedział też wyciągnięcie konsekwencji.

Rzeczniczka Urzędu Miasta Poznania Joanna Żabierek tłumaczy, że powodem zwolnienia jest utrata zaufania prezydenta do jego zastępczyni. Zwolnienie za pomocą SMS-a miało nastąpić dlatego, że Kierzek-Koperska nie odbierała telefonu.

Sama wiceprezydent mówi Radiu Poznań, że jej zwolnienie to efekt politycznej umowy, która Jacek Jaśkowiak zawarł z liderem Nowoczesnej, do której należy Kierzek-Koperska - Adamem Szłapką.

Jej stanowisko bowiem Szłapka chce obsadzić swoim "zaufanym człowiekiem", dlatego cofnął Kierzek-Koperskiej rekomendację. - To, co zrobił Szłapka, to totalne świństwo - mówi Kierzek-Koperska w rozmowie z Radiem Poznań.

Wiceprezydent zapowiada, że nie pozostanie członkinią Nowoczesnej, zastanawia się natomiast nad wstąpieniem do PO, bo to od radnych z tej partii uzyskała wsparcie, zaś jej partyjni koledzy "nie zrobili kompletnie nic". Ponadto od początku urzędowania jej kontakty z prezydentem miasta nie układały się dobrze.

Kierzek-Koperska do 24 lipca przebywa na zwolnieniu, jej miesięczne wypowiedzenie będzie biegło od dnia jego zakończenia. Tymczasem obowiązki wiceprezydent podzielone zostały między innych urzędników.

Jako kandydaci na jej miejsce wymieniani są radny Nowoczesnej Bartłomiej Ignaszewski lub Marcin Gołek, wiceprezes Poznańskich Inwestycji Miejskich i były doradca prezydenta Poznania.