Trzy tygodnie temu obóz Bolsonaro ogłaszał koniec epoki Partii Pracujących. Flávio Bolsonaro, syn byłego prezydenta, wygrał pierwszą turę różnicą ponad 2 mln głosów. Większość komentatorów pisała już polityczny nekrolog 80-letniego Luli. W niedzielę wieczorem trybunał wyborczy ogłosił jednak coś odwrotnego: Lula zdobył 51,8 proc. głosów, a jego przewaga przekroczyła 4,4 mln głosów. Od powrotu Brazylii do demokracji nikt jeszcze nie wygrał drugiej tury po przegranej w pierwszej.

Łatwo uznać ten wynik za triumf lewicy. Wolałbym jednak zacząć od drugiej liczby: prawie 60 mln Brazylijczyków zagłosowało na kandydata, który już w noc wyborczą zapowiedział wniosek o unieważnienie wyborów. Powodem ma być przedłużenie głosowania o dwie godziny na mocy decyzji sędziego Sądu Najwyższego. Lula wygrał, ale nie dostał kraju zjednoczonego. Przejmuje państwo, w którym połowa wyborców nie ufa nie tylko jemu, lecz także instytucjom, które policzyły głosy.

Donald Trump przegrał wybory, w których nie startował

Najważniejszym zagranicznym uczestnikiem tej kampanii był Donald Trump. W lipcu jego administracja nałożyła 25-proc. cło na brazylijski eksport. Lula zrobił z tego oś kampanii: mówił o suwerenności, o tym, że Brazylia „nie mieści się na niczyim podwórku”, i oskarżał rodzinę Bolsonaro o podporządkowanie się Amerykanom. Ta narracja zadziałała. Cła pomyślane jako narzędzie nacisku stały się paliwem dla kandydata, któremu miały zaszkodzić.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Policzek dla Trumpa, ratunek dla Chin. Brazylia wybrała wolność, a zarazem bankructwo

W najbliższych miesiącach nie należy spodziewać się odwilży. Brasília ma w zanadrzu ustawę o wzajemności, która pozwala odpowiadać na amerykańskie restrykcje. Lula już przed drugą turą dawał do zrozumienia, że z niej skorzysta. Jeśli Biały Dom podchwyci argumenty o „skradzionych wyborach”, spór handlowy może zamienić się w spór o legitymację władzy. Trzeba jednak pamiętać, że Lula nie jest antyamerykańskim ideologiem, tylko pragmatykiem. Będzie się targował, a nie zrywał.

Chiny gratulują Luli i liczą na zyski

Chiny pogratulowały szybko i chłodno, w swoim stylu. Rzecznik MSZ zapewnił o gotowości do budowania „chińsko-brazylijskiej wspólnoty wspólnej przyszłości”, a na pytanie o wniosek Bolsonaro odpowiedział, że Pekin „szanuje wybór narodu brazylijskiego”. Pod tą formułą kryje się prosty rachunek. Chiny są największym rynkiem zbytu dla brazylijskiej soi, rudy żelaza i ropy. Wygrana Bolsonaro mogła tę relację schłodzić. Wygrana Luli ją utrwala.

BRICS

BRICS

Foto: Infografika PAP

Byłoby jednak błędem widzieć w Brazylii chińskiego satelitę. Lula prowadzi politykę asekuracji, chce mieć otwarte drzwi w Pekinie, Waszyngtonie i Brukseli, a w BRICS być głosem Globalnego Południa, nie wykonawcą cudzych planów. Im mocniej naciska Ameryka, tym bardziej ta asekuracja przechyla się na wschód. To bodaj najważniejsza lekcja tych wyborów dla Zachodu.

Europa, czyli nie tylko kurczak. Co dalej z umową Unii z Mercosurem?

I tu wkracza Europa. Od 1 maja umowa handlowa UE–Mercosur jest stosowana tymczasowo. Parlament Europejski skierował ją jednak do Trybunału Sprawiedliwości UE, co wstrzymało ratyfikację na półtora roku. Lula jest jej najbardziej zdeterminowanym orędownikiem po stronie latynoskiej. Z jego perspektywy Europa to dziś najlepsza alternatywa wobec amerykańskich ceł i zbyt silnego uzależnienia od Chin.

Dla Unii to okazja, którą łatwo zmarnować. Brazylia to nie tylko wołowina i drób. To także surowce krytyczne, odnawialna energia, przemysł lotniczy i rynek, na którym od lat konkurują firmy chińskie i amerykańskie. Jeśli europejska debata o Mercosurze pozostanie wyłącznie sporem rolniczym, oddamy pole tym, którzy patrzą szerzej.

Polska między protestem a interesem

Polska jest w tej układance szczególnie uwikłana. Byliśmy przeciw umowie, zaskarżyliśmy sposób jej przyjęcia do TSUE, a obawy rolników są realne. Branża drobiarska alarmuje, że import z Brazylii do UE wzrósł o ponad 80 proc. Resort rolnictwa odpowiada, że do Polski trafia go mniej niż przed rokiem. Ten spór trzeba rozstrzygać na danych, nie na emocjach. Wymaga on też skutecznych klauzul ochronnych.

Czytaj więcej

Brazylijski cud nad urną. Zwycięstwo Luli cieszy najbiedniejszych, ale niepokoi rynki

Ale wynik z São Paulo powinien skłonić Warszawę do pytania, które rzadko pada: co Polska chce od Brazylii – poza tym, żeby nie sprzedawała nam kurczaków? Brazylia to jeden z największych na świecie importerów nawozów, rynek dla maszyn rolniczych, partner w sprawach bezpieczeństwa żywnościowego i ważny głos w ONZ. Także w sprawie wojny w Ukrainie, w której Lula od lat zajmuje stanowisko, które w Polsce trudno zaakceptować. Właśnie dlatego warto z nim rozmawiać, a nie tylko się na niego obrażać.

Dla Luli będzie to ostatnia kadencja

Lula ma 80 lat i najpewniej rządzi po raz ostatni. Najważniejsze pytanie tej kadencji nie dotyczy więc Trumpa ani Xi Jinpinga, tylko tego, kto przejmie po nim brazylijską lewicę i czy prawica pogodzi się z przegraną. Brazylia pokazała w niedzielę, że w regionie, który skręca w prawo, nie ma politycznej grawitacji, której nie dałoby się przełamać. Teraz musi pokazać, że potrafi przetrwać własną polaryzację.