W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 na zachodzie Ukrainy. Jeden z bezzałogowców uderzył zaledwie kilometr od polskiej granicy, a drugi pięć kilometrów od niej. W odpowiedzi polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby wydały ostrzeżenia dla mieszkańców terenów przygranicznych. Po zakończeniu działań Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Rosyjski dron trafił również w lokomotywę pociągu relacji Kijów–Warszawa, znajdującego się około 2 km od granicy z Polską. PKP Intercity podało w ciągu dnia, że na pokładzie było 206 osób, wśród nich nie było obywateli Polski. Skład został przekazany przez kolej ukraińską z opóźnieniem wynoszącym około 370 minut. Po przekroczeniu granicy w Dorohusku i zakończeniu odprawy pociąg ruszył dalej w kierunku Warszawy.

Czytaj więcej

Masowe rosyjskie naloty na zachodnią Ukrainę. Europejscy politycy w środku huraganu

Tomczyk: Bardzo poważna eskalacja ze strony Rosji

Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk w TVN24 odniósł się do rosyjskich ataków przeprowadzonych w pobliżu polskiej granicy. Został zapytany, czy wydarzenia na zachodzie Ukrainy odpowiadają scenariuszowi, przed którym Polskę ostrzegał raport CIA.

– Na pewno słowa premiera, które padły kilka miesięcy temu, nie są przypadkowe – powiedział Tomczyk. – Tak, jest to element tych ostrzeżeń i to nie są ćwiczenia – dodał.

– Mówimy o bardzo poważnej eskalacji ze strony Rosji, która dzisiaj dotyczy próby odcięcia Ukrainy przed zimą, jeżeli chodzi o dostawy wojskowe i jeżeli chodzi o kwestie kolei na samej Ukrainie – powiedział wiceszef MON.

Tomczyk zaznaczył, że nie może ujawnić szczegółów ostrzeżeń przekazanych przez CIA. Powiedział jednak, że "kolejne miesiące, szczególnie zima, to będzie taki okres przełomowy". – Rosja uważa, że to może być przełom, jeżeli chodzi o kwestie prowadzenia wojny i że dzisiaj Ukraina też od świata zachodniego potrzebuje maksymalnego wsparcia, żeby przetrwać wojnę i żeby móc skutecznie bronić się przed napadem powietrznym – mówił.

Wiceszef MON ujawnił także, że informacje przekazane przez CIA obejmują "scenariusze, które dotyczą państw europejskich". – Nie chcę tu odsłaniać jakiegoś spektakularnego elementu, natomiast to, co widzieliśmy w Niemczech – możliwe sabotaże, możliwe nasilenie wojny hybrydowej, ale w takiej skali, której do tej pory nie widzieliśmy, możliwe akcje różnego rodzaju gdzieś na pograniczu na przykład państw bałtyckich, na pograniczu NATO, to są scenariusze bardzo realne, które mogą się zamienić w coś znacznie bardziej poważnego – wymieniał.

Czytaj więcej

Trump żąda, by Ukraina nie atakowała rosyjskiej infrastruktury oleju napędowego

Tomczyk o „zielonych ludzikach” w Polsce

Premier Donald Tusk podczas niedzielnej specjalnej odprawy mówił, że w kolejnych tygodniach i miesiącach należy liczyć się ze „wzmożonymi akcjami” Rosji. Nie wykluczył, że eskalacja może objąć również terytorium Polski. Tusk wyraził nadzieję, że „ten najgorszy scenariusz się nie sprawdzi”. – Ale niestety dotychczasowe zdarzenia potwierdzają informacje, które otrzymujemy od wielu miesięcy, że także gorsze warianty są możliwe – podkreślił.

Tomczyk został zapytany o to, co może oznaczać najgorszy wariant. – Chyba doskonale wiemy, jaki może być najgorszy wariant – skomentował Tomczyk. – Nie chcę zdradzać tych scenariuszy, bo to jest tak – my naprawdę mamy bardzo szczegółowe informacje o potencjalnych zagrożeniach. Mamy je, tak jak powiedziałem, od naszego wywiadu i od partnerów z wywiadów zagranicznych, między innymi od Amerykanów – kontynuował.

– Staramy się przede wszystkim temu przeciwdziałać, czy na pewnym poziomie ogólności informować też stronę rosyjską publicznie, tak jak robi to premier, o tym, że my doskonale wiemy, co oni planują. Właśnie po to, żeby te scenariusze się nie zrealizowały – mówił.

Wiceminister podkreślił, że scenariusz zakładający pojawienie się w Polsce „zielonych ludzików” jest jego zdaniem niewyobrażalny.

– Uważam, że Polska jest silnym krajem, z silną armią i tego typu scenariusz w Polsce jest niemożliwy bez wprowadzenia już poziomu zagrożenia de facto wojennego – powiedział.