Po miesiącach sądowych rozpraw i latach przekładania premiery albumu „Don’t Be Dumb” A$AP wyskoczył z helikoptera z eskortą i podtrzymał sufit łódzkiej areny niczym Atlas – nagabując polską młodzież, aby nie była durna i nie donosiła na policję.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

„Lalka” Netfliksa zaskakuje. Takiej wersji Prusa jeszcze nie było

A$AP Rocky i show w Łodzi

Prawdziwa uczta rozpoczęła się jednak dopiero, gdy mąż Rihanny ściągnął maskę. Wcześniej byliśmy świadkami małej niezręczności – grał utwory z tegorocznej płyty, a także niewydane jeszcze kąski i można było odnieść wrażenie, że ani nastoletnia widownia, ani starszy fanbase nie bawią się zbyt dobrze.

Po zdjęciu maski wszystko jednak ruszyło z kopyta. A$AP zagrał alternatywno-pop-rockowy hicior „PUNK ROCKY”, a chwilę później, w podobnym stylu, jeden z najbardziej przebojowych w swoim dorobku utworów „Sundress”.

Wchodząc do Atlas Areny, trudno było nie odnieść wrażenia, że hałas niosący się z sąsiedniego Miejskiego Stadionu im. Władysława Króla, gdzie rozgrywany był mecz pomiędzy Nigerią a Nową Kaledonią fazy grupowej Mistrzostw Świata FIFA U-20 Kobiet, będzie zbyt wysoką poprzeczką do pokonania dla fanów A$AP-a. Duże emocje i chóralny krzyk wywołał jednak stary przebój nagrany ze Skrillexem „Wild for the Night” oraz „RIOT (Rowdy Pipe’n)”, wyprodukowany przez niepokonanego Pharrella Williamsa, z samplem z nieśmiertelnego hitu Nirvany „Smells Like Teen Spirit”. Obu utworom towarzyszyła oprawa kulturalnego, fanowskiego pogo.

A$AP Rocky i kreskówki Tima Burtona

Jeśli jednak chodzi o choreografię i scenografię, trzeba oddać A$AP-owi to, co cesarskie. Każde z alter ego rapera, zainspirowane kreskówkową oprawą Tima Burtona, który uczestniczył przy tworzeniu najnowszego albumu nowojorskiego gwiazdora, podtrzymywało ekscytację uczestników widowiska w łódzkiej Atlas Arenie.

Czytaj więcej

Nowa płyta Artura Rojka z pięknym tytułem wymyślonym przez syna

Na każdy kolejny utwór trzeba było czekać dość długo. Pomiędzy piosenkami pojawiały się dźwięki nadciągającego nad głowami słuchaczy helikoptera, które skutecznie budowały napięcie – można było poczuć się jak w amerykańskim dreszczowcu. Momentami przerwy były jednak na tyle długie, że energia zdążyła trochę opaść, a przy tak różnorodnym repertuarze A$AP-a, zmieniającego ciągle stylistyki, szkoda było tracić rozpęd.

Dla A$AP-a nie był to jednak czas stracony: zebrał mnóstwo staników i wygłaszał swoje litanie do polskich piersi.

Czy szajce A$AP-a zostanie jeszcze trochę krzepy na poniedziałkowe show? Pierwsze, niedzielne wyprzedało się tak szybko, jak było to możliwe, a bisowe „Lord Pretty Flacko Jodye 2” rozkręciło fanów i zostawiło ich na pewno koncertowo rozemocjonowanych. Ci, którzy zdecydowali się na poniedziałkowy show, usłyszą aż 32 kompozycje.