Jak wynika z dokumentu, do którego dotarł Bloomberg, Waszyngton skierował do państw NATO serię pytań dotyczących ich stosunku do polityki Trumpa. USA chcą m.in. wiedzieć, czy dane państwo publicznie popierało amerykańską politykę zagraniczną oraz czy wprowadzało ograniczenia dotyczące wykorzystania swoich baz przez amerykańskie wojsko.

Waszyngton pyta o poparcie dla polityki Trumpa

Kwestionariusz obejmuje również kwestie związane z wydatkami obronnymi. USA sprawdzają, czy sojusznicy kupują uzbrojenie od amerykańskich firm oraz czy sprzeciwiali się regulacjom, które mogłyby ograniczać dostęp przedsiębiorstw z USA do europejskich kontraktów.

Jedno z pytań dotyczy tego, czy dane państwo wykazało zgodność z amerykańskim podejściem określanym jako „silne, jasne i ciche” – sformułowaniem używanym wcześniej przez sekretarza wojny. Pete Hegseth określił mianem „strong, quiet and clear” (silna, cicha i jasna) nową politykę zagraniczną i militarną, zapowiadając odejście od ery „patetycznego oburzenia i medialnego hałasu” na rzecz konkretnych, zdecydowanych działań bez zbędnej retoryki.

Według osób zaznajomionych ze sprawą, które rozmawiały z Bloombergiem pod warunkiem zachowania anonimowości, część europejskich sojuszników odebrała dokument jako próbę wywierania presji politycznej. Ich zdaniem Waszyngton może uzależniać poziom amerykańskiego zaangażowania wojskowego od stopnia zgodności państw NATO z polityką Trumpa.

Czytaj więcej

Trump uzależnia obecność żołnierzy USA w Europie od sprawy Grenlandii. I chwali Hiszpanię

Kwestionariusz odnosi się pośrednio do kilku kwestii, które w ostatnim czasie pogłębiały różnice między USA a europejskimi członkami NATO.

Jedną z nich jest wojna z Iranem. USA i Izrael rozpoczęły działania zbrojne bez konsultacji z sojusznikami z NATO. Niektóre państwa europejskie, w tym Hiszpania, ograniczyły później możliwość wykorzystywania swoich baz przez amerykańskie siły do operacji przeciwko Iranowi.

Waszyngton pyta sojuszników, czy wprowadzili takie ograniczenia, a także czy są gotowi je złagodzić lub całkowicie znieść.

Dokument nawiązuje również do działań USA wobec Wenezueli. W styczniu amerykańskie siły przeprowadziły operację zakończoną zatrzymaniem przywódcy tego kraju Nicolása Maduro. Część europejskich państw uznała akcję za naruszenie prawa międzynarodowego.

USA sprawdzają, kto kupuje amerykańską broń

Istotną część dokumentu stanowią pytania dotyczące wydatków obronnych. Waszyngton chce uzyskać informacje potwierdzające realizację wyższych celów wydatkowych i sprawdzić, w jakim stopniu europejscy sojusznicy zastępują amerykańskie zdolności własnymi.

Jednocześnie USA pytają, czy państwa NATO kupują uzbrojenie i sprzęt od amerykańskich producentów oraz czy sprzeciwiały się europejskim inicjatywom mającym promować zasadę „Made in Europe” przy zamówieniach obronnych.

Czytaj więcej

Finlandia kupuje broń od USA. Wydatki liczone w dziesiątkach miliardów dolarów

Dokument został początkowo przekazany państwom NATO w Waszyngtonie, a w tym tygodniu trafił również do kwatery głównej Sojuszu w Brukseli. Pod koniec sierpnia przedstawiciele USA mają spotkać się tam z sojusznikami, aby omówić trwający przegląd amerykańskich sił w Europie.

Europa przygotowuje się na redukcję amerykańskich wojsk

Przegląd rozpoczęty przez administrację Trumpa ma się zakończyć do grudnia. Sojusznicy obawiają się, że jego efektem będzie znaczne zmniejszenie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, a także ograniczenie liczby jednostek i środków, które USA mogłyby wykorzystać w przypadku ataku na państwa NATO.

Waszyngton zapowiedział już wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec i przeniesienie części innych sił bez wysyłania w ich miejsce nowych jednostek. Jednocześnie Trump zapowiedział zwiększenie obecności wojskowej w Polsce, powołując się m.in. na wybór Karola Nawrockiego na prezydenta.

Redukcja może objąć również sprzęt przeznaczony do wykorzystania w razie wojny z przeciwnikiem NATO. Wśród zagrożonych ograniczeniami są m.in. bombowce strategiczne, drony oraz okręty wojenne.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte ocenił w lipcu, że amerykański przegląd jest racjonalnym i pozytywnym posunięciem, zwłaszcza w sytuacji rosnących wydatków obronnych państw europejskich i Kanady. Jego zdaniem regularna ocena rozmieszczenia sił może przyczynić się do wzmocnienia Sojuszu.