Gdy na prawicy doszło do najpoważniejszego od lat rozłamu, prezydent Karol Nawrocki wysłał tak naprawdę dwa polityczne sygnały. Po pierwsze, zapytany o to, czy będzie łagodził spory w PiS odparł jasno, że to nie jego temat. – Jestem prezydentem Polaków, prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, a pan redaktor zadaje pytania, które mnie nie dotyczą – opowiedział na pytanie jednego z dziennikarzy. Kilkanaście godzin później ogłosił własny projekt skierowany do młodych ludzi, spotkanie pod koniec sierpnia w prezydenckim ośrodku w Juracie. Dystans do wydarzeń w PiS, poza ogólnikowymi stwierdzeniami zachowują też prezydenccy ministrowie. To nie jest przypadek, ale strategia. Z naszych rozmów wynika, że Pałac Prezydencki będzie raczej unikał komentowania wydarzeń w PiS. I to mimo presji na to, że powinien się już teraz dużo mocniej zaangażować w sytuację. 

Czytaj więcej

Horała: Powinniśmy mieć 0 proc., bo jeszcze jesteśmy w PiS. Jest desperacja w narodzie

Rozłam w PiS. Prezydent utrzymuje swoją koalicję wyborców 

Prezydent cieszy się obecnie zaufaniem ponad połowy Polaków (51,3 proc. w ostatnim badaniu IBRiS dla Onetu), co sprawia, że opłaca mu się trzymać się poza partyjnym sporem wewnątrz jednej formacji. Zwłaszcza, że jego doktryna – co pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” na początku roku – to utrzymanie do wyborów w 2030 r. własnego prawicowego elektoratu, tożsamego z PiS, Konfederacją oraz wyborcami niezaangażowanych w partyjną politykę. To głównie ludzie spoza największych miast, w kontrze do warszawskich elit. Prezydencki „algorytm” zakłada też działanie według własnego planu, a nie reagowanie na „tematy dnia” i tygodnia. Z tego punktu widzenia dystans ośrodka prezydenckiego do rozłamu w PiS oraz nie uleganie presji nie może dziwić. W percepcji opinii publicznej, zwłaszcza na wspomnianej wcześniej prawicy, im słabsza pozycja dotychczasowego lidera – czyli Jarosława Kaczyńskiego, tym większa presja na prezydenta. – Niewątpliwie prezydent Karol Nawrocki jest niekwestionowanym liderem szeroko pojętego obozu patriotycznego, opozycyjnego wobec obecnego rządu i ma wszystkie karty w ręku – mówił w „Rzeczpospolitej” Marcin Horała, wiceprezes Stowarzyszenia Rozwój Plus. 

Zaplecze prezydenta to zróżnicowana grupa ludzi. Są w nim osoby z PiS (jak Zbigniew Bogucki czy Paweł Szefernaker), politycy bliscy różnym środowiskom na prawicy oraz ludzie bliscy Nawrockiemu z czasów IPN. Ale doktrynę działania mają wspólną. 

Z Pałacu słychać jednak, że o zaangażowaniu w bieżące sprawy partyjne – nie mylić ze sporem politycznym z rządem Donalda Tuska, który trwa w zasadzie codziennie – nie może być mowy. To istotne rozróżnienie, które słychać też zarówno w oficjalnych wypowiedziach doradców prezydenta, jak i jego samego. Np. prezydent Nawrocki bardzo ostro skomentował sprawę Szpitala Południowego, gdy tylko media ją ujawniły. Prezydent niedawno zapowiedział też ponowne wysłanie do Senatu pytania referendalnego w sprawie polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Nie ma mowy też o żadnych ustępstwach wobec rządu w sprawie nominacji ambasadorskich. Prezydent ewidentnie woli przejmować inicjatywę, niż reagować na działania i wydarzenia polityczne. 

Pakt Senacki prezydenta – na razie bez konkretów 

Tematem dyskusji na prawicy jest od wielu miesięcy koncepcja, by został powołany Pakt Senacki – właśnie pod auspicjami prezydenta Karola Nawrockiego, najpopularniejszej obecnie postaci na polskiej prawicy. Jego koncepcja pozostaje na razie tematem przede wszystkim ogólnych rozmów i deklaracji.

– Prezydent ma stanowisko podobne do mojego. To znaczy, że dobrze by było, żeby powstała formuła dająca zwycięstwo w Senacie ludziom o prawicowych poglądach – powiedział w rozmowie z DoRzeczy.pl po jednym ze spotkań z prezydentem wicemarszałek Sejmu i lider Konfederacji Krzysztof Bosak. To było na początku lipca, jeszcze przed samym przesileniem w PiS, które w ostatnich dniach zaowocowało powstaniem klubu parlamentarnego Mateusza Morawieckiego Rozwój Plus.

Angażowanie się w Pakt Senacki ma jeszcze jedno ryzyko dla Pałacu Prezydenckiego. Nie tylko nie jest dziś jasne, jaki będzie ostateczny kształt prawicy (a więc i grona osób, z którymi powinny toczyć się na ten temat rozmowy), ale też im większe zaangażowanie prezydenta w samą kampanię, tym większe ryzyko poniesienia politycznych kosztów, jeśli Pakt Senacki nie przejmie władzy w izbie wyższej w 2027 r. 

Czytaj więcej

Pakt na prawicy. Jarosław Kaczyński porozumiał się z byłym kandydatem na prezydenta

Zarówno przed 2019 r., jak i przed 2023 r., rozmowy w ramach obecnej koalicji rządzącej dotyczące powołania Paktu Senackiego, który dwa razy sprawdził się jako projekt polityczny, były niezwykle długie. Jak sami uczestnicy tych rozmów przyznają, były też bardzo trudne. Trudno się spodziewać, że będzie inaczej w przypadku podobnego projektu prawicy. Wszyscy potencjalni uczestnicy tych rozmów wydają się mieć tego świadomość. W sprawie rozłamu w PiS prezydent jednak trzyma i będzie trzymał dystans. Bo nie ma tak naprawdę innego wyjścia, jeśli chce wygrać wybory w 2030 r.