Według wysokiego rangą przedstawiciela Departamentu Stanu Rubio zamierza zwrócić uwagę na „odradzanie się skrajnie lewicowego terroryzmu politycznego”, który – zdaniem administracji – przez lata pozostawał niedostrzegany przez społeczność międzynarodową.

„Wspólna odpowiedź na nowe zagrożenie”

Jak podkreśla Departament Stanu, spotkanie ma służyć zacieśnieniu współpracy pomiędzy państwami, usprawnieniu wymiany informacji oraz wzmocnieniu mechanizmów współpracy organów ścigania. Waszyngton uważa, że zagrożenie ze strony skrajnie lewicowych grup ekstremistycznych wymaga znacznie większej uwagi niż dotychczas.

W wydarzeniu biorą udział delegacje z 67 krajów, głównie z Europy. Obecni są również przedstawiciele państw Azji oraz obu Ameryk. Jedynym reprezentowanym krajem Bliskiego Wschodu będzie Izrael.  W spotkaniu uczestniczą także sekretarz skarbu Scott Bessent oraz zastępca szefa personelu Białego Domu Stephen Miller.

Czytaj więcej

Zabójstwo Charliego Kirka. Donald Trump obwinia radykalną lewicę

Większość państw nie jest reprezentowana przez ministrów spraw zagranicznych. Do Waszyngtonu przyjechali przede wszystkim eksperci oraz urzędnicy zajmujący się bezpieczeństwem i zwalczaniem terroryzmu. Jednym z powodów niższej rangi delegacji miał być krótki termin wysłania zaproszeń, które trafiły do partnerów dopiero na początku lipca.

Amerykańscy urzędnicy wskazują, że do udziału zaproszono przede wszystkim państwa, które już wcześniej współpracowały z USA w zakresie przeciwdziałania przemocy motywowanej ideologicznie. Wśród nich wymieniono Niemcy, Grecję i Włochy, gdzie – według administracji – problem aktywności skrajnie lewicowych środowisk jest szczególnie widoczny.

Administracja Trumpa: Terroryzm lewicowy wymaga większej uwagi

W swoim wystąpieniu Marco Rubio miał określić terroryzm skrajnej lewicy jako przejaw „wyjątkowego zła zakorzenionego w głębokiej niechęci wobec cywilizacji”. 

Czytaj więcej

Donald Trump przekonuje, że Kamala Harris "skłania się ku komunizmowi"

Administracja przekonuje, że państwa zachodnie skuteczniej radzą sobie z innymi formami przemocy politycznej, natomiast działania wymierzone w skrajnie lewicowe organizacje pozostają niewystarczające. Jako przykład wskazywane są m.in. ataki przypisywane europejskim grupom Antifa, które administracja Trumpa uznała za organizacje terrorystyczne.

Przedstawiciele Departamentu Stanu podkreślają jednak, że działania mają być skierowane wyłącznie przeciwko aktom przemocy i działalności o charakterze terrorystycznym, a nie pokojowym protestom czy legalnej aktywności politycznej.

Byli urzędnicy kwestionują skalę zagrożenia

Ocena administracji Trumpa spotyka się jednak z krytyką części byłych ekspertów ds. bezpieczeństwa narodowego.

Ian Moss, były zastępca koordynatora ds. zwalczania terroryzmu w Departamencie Stanu za prezydentury Joe Bidena, uważa, że dostępne dane nie potwierdzają tezy o dominującym zagrożeniu ze strony skrajnej lewicy.

Czytaj więcej

Podcast „Rzecz w tym”: Lewicowa rewolucja w Nowym Jorku. Co wygrana Zohrana Mamdaniego znaczy dla USA, Trumpa i Europy

Jego zdaniem zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na świecie znacznie większym problemem pozostają terroryzm islamski oraz przemoc motywowana skrajnymi poglądami – ale prawicowymi. Zwraca również uwagę, że właśnie te zagrożenia zostały w dużej mierze pominięte w strategii antyterrorystycznej obecnej administracji.

Podobną opinię wyraził Michael Duffin, były doradca Departamentu Stanu ds. zwalczania terroryzmu. Jak stwierdził, przez dziewięć lat pracy w tym obszarze nigdy nie spotkał się z sytuacją, w której aktywność środowisk skrajnie lewicowych uzasadniałaby organizację międzynarodowego spotkania na tak wysokim szczeblu.

Eksperci oceniają, że konferencja wpisuje się w szerszą strategię administracji Donalda Trumpa, która od początku drugiej kadencji coraz mocniej akcentuje zagrożenie płynące ze strony środowisk określanych jako skrajnie lewicowe.

Od listopada Waszyngton uznał cztery europejskie grupy – Antifa Ost, Nieformalną Federację Anarchistyczną/Międzynarodowy Front Rewolucyjny, Zbrojną Proletariacką Sprawiedliwość i Samoobronę Klasy Rewolucyjnej – za zagraniczne organizacje terrorystyczne, oferując nagrody w wysokości do 10 milionów dolarów za informacje na temat ich finansowania.  Prezydent Trump wcześniej uznał ruch Antifa za organizację terrorystyczną działającą na terytorium Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie amerykańskie służby bezpieczeństwa od lat wskazują, że ruch ten nie posiada jednolitej struktury organizacyjnej, a jego skala, liczebność i sposób funkcjonowania pozostają trudne do jednoznacznego określenia.