Czy polityka historyczna to zawsze
propaganda? W książce „Historia, która zabija. Polityka historyczna Rosji” prezentuje ją pan w jej najgorszym wydaniu. Ale jeśli wyobrażamy sobie, że Rosja
miałaby w przyszłości być inna, to żadnych przemian bez właściwej polityki
historycznej też nie będzie.
Mamy w Polsce problem z pojęciem
polityki historycznej, ponieważ narodziło się w politycznych kręgach i trafiło
na sztandar PiS. Ale jeśli byśmy go nie używali, nie oznaczałoby to, że
zjawisko, które pod nim się kryje, nie istnieje.
Założenie, że historia jest wyłącznie dyscypliną akademicką i nie potrzebujemy jej w żadnej innej formie w życiu społecznym, to utopia. Jest wręcz przeciwnie: to bieżący spór o to, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy. Dlatego na banknotach dziesięciozłotowych jest wizerunek Mieszka I. Zgadzam się z Michałem Łuczewskim, że opowieści mają wartość moralną.