Rząd premiera Mateusza Morawieckiego prowadzi w sprawie UE grę na co najmniej dwóch frontach. Z jednej strony dąży do zmiany obecnej sytuacji i powiązywania praworządności z wypłatą europejskich funduszy. Z drugiej jest to też rozgrywka wewnętrzna, która może wpłynąć na dalszy układ sił w Zjednoczonej Prawicy.
Do deklaracji i postawy premiera oraz PiS (o wecie kilka tygodni temu zaczął mówić prezes partii Jarosław Kaczyński) zaczyna odnosić się też opozycja. Tu wraca znajome hasło „polexit". Politycy PiS stawiają sprawę jasno. – Nie możemy godzić się na to, aby w sposób uznaniowy próbowano jedne państwa wspierać, a inne traktować niesprawiedliwie – mówił Michał Dworczyk, szef KPRM.
Obejście Ziobry
Do zawetowania powiązania unijnych funduszy z praworządnością środowisko Zbigniewa Ziobry nawołuje od lipca. W stanowisku Solidarnej Polski z ubiegłego tygodnia czytamy, że obecnie zaproponowane rozwiązanie zdaniem polityków SP może mieć daleko idące konsekwencje. „Nie bacząc na wolę większości Polaków, zmuszono by nas np. do wprowadzenia małżeństw homoseksualnych z adopcją dzieci, aborcji i eutanazji na życzenie, nieakceptowalnych zmian w edukacji, kulturze, w sferze mediów czy zmian dezintegrujących polskie państwo w obszarze wymiaru sprawiedliwości". SP popiera PiS w sprawie weta.
Jak ta rozgrywka jest odczytywana wewnętrznie? Jeden z naszych rozmówców z klubu PiS zwraca uwagę, że postawa premiera Mateusza Morawieckiego i wcześniej słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego sprawiają, że tak jak we wspomnianym wcześniej oświadczeniu Solidarna Polska może się tylko zgodzić z tym, co prezentuje obecnie rząd. – A to znaczy, że Ziobro nie ma już paliwa, by budować się na różnicy zdań – konkluduje nasz informator.
Oczywiście politycy SP mogą teraz zadawać pytania o słowa premiera z lipca, gdy mówił o sukcesie negocjacji. Ale w PiS można spotkać się z opinią, że to nie będzie miało znaczenia, jeśli rozgrywka, którą wykonuje obecnie Morawiecki i jego doradcy, zakończy się powodzeniem.
Wraca temat polexitu
Działania i deklaracje PiS w ostatnich tygodniach w kwestii unijnego budżetu wywołują też reakcje opozycji. I to część politycznych kosztów, które niesie za sobą postawa rządu obliczona nie tylko na Unię, ale też na wewnętrzne spory. Przesłanie opozycji dotyczy zarówno politycznego, jak i gospodarczego ryzyka decyzji o wecie. „Jeśli PiS powie ostateczne »Nie« unijnemu budżetowi, to będzie to wielki krok naprzód w kierunku polexitu" – stwierdziła w ubiegłym tygodniu Kamila Gasiuk-Pihowicz z Koalicji Obywatelskiej. W podobnym tonie wypowiadają się inni politycy KO.
Opozycja chce też, by pieniądze ze środków unijnych trafiały bezpośrednio do samorządów oraz krytykuje rząd za zmienną postawę. – Premier Mateusz Morawiecki stał się zakładnikiem i własnych słów, i Zbigniewa Ziobry. Z jednej strony podjął słuszną decyzję w sprawie pogłębienia integracji, z drugiej lawiruje w sprawie praworządności. My mamy proste rozwiązanie, panie premierze. Rząd PiS powinien przestrzegać praworządności. Jeśli tak się stanie, to nie będzie żadnych problemów – powiedział w ubiegły piątek lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Jak dodał, jeśli doszłoby do sytuacji, w której za błędy PiS mieliby płacić Polacy, to polski rząd musi zostać pominięty. – To będzie nasz wniosek w Brukseli. Środki bezpośrednio do samorządów. To nasz plan – powiedział Kosiniak-Kamysz.
Politycy opozycji podkreślają, że nie chcą pozwolić na to, by „Polska wyszła z Unii Europejskiej". I liczą na to, że PiS zaszkodzi w notowaniach perspektywa ogromnej awantury, a może nawet zablokowania środków unijnych. – PiS nie poradzi sobie jednocześnie z pandemią, problemami na froncie unijnym oraz zmianą sytuacji po wyborach w USA – konkluduje nasz rozmówca z opozycji.