Reklama
Rozwiń
Reklama

Rosja: Budowanie żelaznej kurtyny

Rosyjski prezydent ma już zapewnioną przyszłość. Po odejściu na emeryturę będzie dożywotnio senatorem i otrzyma pełny immunitet. Teraz parlament debatuje nad sześcioma ustawami, które przykręcą śrubę całemu społeczeństwu.

Aktualizacja: 22.11.2020 20:18 Publikacja: 22.11.2020 18:27

Bezpieczny jak Putin. Prezydent Rosji w swojej podmoskiewskiej rezydencji w Nowo-Ogariowie

Bezpieczny jak Putin. Prezydent Rosji w swojej podmoskiewskiej rezydencji w Nowo-Ogariowie

Foto: AFP

– Nigdy mi do głowy nie przyszło, że słynną frazę gribojedowskiego pułkownika Skałozuba (z utworu „Mądremu biada" – red.) „Kaprala dam wam za Woltera" będzie można tak dokładnie zrealizować, jak zamierzają to obecnie nasi parlamentarzyści – stwierdził zaskoczony rosyjski ekonomista Dmitrij Trawin.

Zgodnie z projektami ustaw przyjmowanymi obecnie w Dumie za „agenta zagranicznego" będzie można uznać każdą osobę, która otrzymuje pieniądze zza granicy. Ustawodawcy przezornie wyłączyli z tej kategorii dyplomatów pracujących w Rosji i korespondentów zagranicznych, ale już nie menedżerów czy pracowników korporacji. W sumie nawet studenci, którzy uczyli się za zagraniczne granty, zostaną obecnie „agentami".

– Pracownik Google'a czy student, który dostał zagraniczne stypendium, mogą być uznani za „zagranicznych agentów" jeśli podejmą się publicznej działalności społecznej czy politycznej – tłumaczy zawiłości nowych ustaw obrońca praw człowieka Lew Ponomariow. A obywatele uznani za agentów będą mieli ograniczone bierne prawo wyborcze czy obowiązek co pół roku składania sprawozdań finansowych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Prawdopodobnie parlament będzie musiał coś z tym jeszcze zrobić, bowiem znaczną część dzieci własnej elity władzy ograniczy w ten sposób w prawach obywatelskich (każdy urzędnik wyższego szczebla stara się bowiem swoje potomstwo wysłać na studia za granicą, na przykład rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow).

Jednocześnie wprowadzono inne ograniczenia. Na przykład kolejkę, w której często ustawiali się na ulicy aktywiści w Moskwie, by odbyć dozwoloną przez prawo „pojedynczą pikietę", również uznano za demonstrację.

Reklama
Reklama

– Władze nie mają innych sposobów zwalczania narastających nastrojów sprzeciwu, jak tylko ogłosić wszystkich niezadowolonych „zagranicznymi agentami" – sądzi rosyjski politolog Abbas Galiamow.

Parlamentarzyści dobrali się też kolejny raz do internetu. Za „ograniczanie konstytucyjnego prawa obywateli Rosji do wolności słowa" grożą zablokowaniem Youtube'a, Twittera i Facebooka. Rosyjscy politycy oskarżyli ich o wprowadzenie cenzury, gdyż propagandowa telewizja Russia Today, ale też telewizyjny propagandysta Władimir Sołowiow zbierają na nich zbyt małą – ich zdaniem – widownię. Sołowiow przegrywa w popularności z opozycjonistą Aleksiejem Nawalnym i jego nagraniami, co Kreml złości niepomiernie.

– Popatrzyłem sobie, ile razy do tej pory Youtube był wpisany przez władze do rejestru zakazanych stron internetowych i naliczyłem 920 notatek – zauważył ironicznie szef rosyjskiego Stowarzyszenia Obrony Internetu Michaił Klimariow.

– Obecnie blokada Youtube'a grozi tym, że niezadowolonych będzie nie 15 proc. ludności (Rosji), ale równo połowa. Zamkną im ich podstawowe źródło informacji, ale też mamy pandemię, wielu pracuje zdalnie. A Youtube to jedno z poważnych źródeł zarobków: nie tylko blogerów, ale i sieci sklepów czy szkół wyższych. Nie sądzę, by pozbawienie ich pieniędzy komuś wyszło na dobre – tłumaczył, dlaczego władze nie ruszą internetu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Sondaż. Polacy ocenili, czy polityka Donalda Trumpa jest korzystna dla naszych interesów
Polityka
Polska 2050 traci posłankę. Efekt zaproponowanej przez Pełczyńską-Nałęcz uchwały
Polityka
Sondaż: Jak Polacy oceniają wypowiedź ambasadora USA o Grzegorzu Braunie?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama